Oczy czarne, oczy niebieskie

Książki sycylijskie. To znaczy te, które przeczytałem na Sycylii i które chciałbym polecić, zgodnie z daną tu już obietnicą. Dzisiaj pierwsza z nich.

Nie ma mowy, abym się wybrał na pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Pieszo czy na rowerze. Dotąd nawet na mapie mojej wyobraźni nie było Santiago. Dlatego jestem idealnym czytelnikiem nowej książki wybitnej reporterki, Marii Wiernikowskiej. Na jej mapie też nie było takiego miejsca. I tylko okoliczności – wypadek, życiowe zakręty, namowa przyjaciół, być może jakaś chęć skonfrontowania z baśnią pielgrzymki stworzoną przez Pisarza Światowej Sławy (łatwo domyślamy się, o kim pisze Wiernikowska) powoduje, że zupełnie bez przekonania, być może nawet bezwolnie decyduje się wyruszyć. No, dobra, skoro wszyscy chcą, żebym znalazła się na tej trasie, to na odczepnego mogę wyruszyć. Pielgrzymka wiadomo, grupowa sprawa, gorzej, kiedy ludzie zaczynają denerwować. Oj, są miejsca, w których Maria Wiernikowska naprawdę nie lubi ludzi i nie jest jej  z nimi po drodze, a przecież droga długa. To odrywanie się od ludzi, unikanie ich, uciekanie im, coraz większe outsiderstwo to ważna dla tej książki sprawa, bo jeżeli jest droga, jeżeli tylko jest droga to myśl wędruje „kędy” chce. Wyznacza drugą, tę wewnętrzną trasę podróży. I bohaterka książki „Oczy czarne, oczy niebieskie” wyrusza do wyznaczonego na mapie celu (chociaż jest nieważny) ale przede wszystkim wyrusza do siebie. Podróż jako droga do poznania siebie. Napisałem to zdanie, ale brzmi banalnie i chyba nie do końca o to chodzi. Jakoś tam siebie wszyscy znamy dopóki nas coś nie postawi przed decyzją nie do podjęcia. Chodzi raczej o powroty przeszłości, która buduje tożsamość, co nagle z niej wyskakuje i jest ważne, a co wydawało się ważne, a teraz wydaje się błahe. Najpierw pieszo, a potem na rowerze przemierza Wiernikowska wyznaczoną trasę, zatrzymuje się na kwaterach, w klasztorach, w przydrożnych barach, zapisuje w zeszycie to, co akurat wydaje się ważne do zapisania. Ale przecież nie jest ta książka zapisem pielgrzymki. Ta książka, autobiograficzna, jest zapisem doświadczeń, które doprowadziły do miejsca, z jakiego bezwolnie wyrusza się w tę podróż.

Czyta się książkę Wiernikowskiej właściwie jak powieść. Jest bez wątpienia zapisem strumienia świadomości. A jej siła polega przede wszystkim na szczerości wobec siebie samej. Nie mitologizuje pracy reportera wojennego, dziennikarza, nie idealizuje własnego życia, nie okłamuje kryzysów sukcesem, daleka jest od jakiegokolwiek wybielania i PR-u. Jej szczerość ociera się nawet o jakieś okrucieństwo rozliczenia przeszłości. Myślę teraz o „Miłości z kamienia” Grażyny Jagielskiej, książki również bezlitosnej. A jednak, mam poczucie, że „Oczy czarne, oczy niebieskie” postawiłbym wyżej, bo napisana jest jednak z pewnego dystansu, którego powieści Jagielskiej brakuje. Zwłaszcza, że „Oczy czarne, oczy niebieskie” pozwalają pewne sprawy zamknąć. W książce Jagielskiej zamknięcia nie ma. Proces wychodzenia z przeszłości, wychodzenia z traumy trwa.

Wspaniale opowiada Wiernikowska o sobie, o swoich młodzieńczych ambicjach (trzy razy zdawała do szkoły teatralnej, w końcu egzaminatorka powiedziała, żeby już dała sobie spokój, że to bezczelność trzy razy z rzędu zdawać mówiąc ten sam wiersz i mówiąc go tak samo źle), o swoim dochodzeniu do zawodu, do macierzyństwa, zaangażowaniu w opozycję (współpraca z Aliną Margolis w Paryżu, wspaniały fragment przedstawienia Margolis swojego właśnie narodzonego dziecka), uczenia się od ludzi z paryskiej „Kultury” (była sekretarką Józefa Czapskiego), o swojej potrzebie znajdowania się w najbardziej zapalnych miejscach (a może swoich ucieczkach na wojny), o próbach powrotu do rzeczywistości (tu z kolei myślę też o powieści Jeana Hatzfelda „Linia zanurzenia”), o bezkompromisowej niezależności, która doprowadza w końcu na jakiś zawodowy margines (TVP różnych dyrekcji), o próbie oswojenia siebie i swojego miejsca w życiu i w zawodzie. Dużo też w tej książce bezsilności, płaczu z jej powodu, i wychodzenia z niej.

Cały czas myślę o tym zdaniu, jakie napisałem, że jest to książka o poznawaniu siebie. Jednak nie. To książka o spotkaniu siebie, innej, dawnej, przeszłej, do której można zatęsknić, nawet jeśli tamta, inna, dawna, przeszła potykała się, myliła, popełniała błędy. To książką o tęsknocie do siebie, która jeszcze nie wie, jaka będzie za kolejnym zakrętem.

„Jestem tu, w środku. Spokojna, że zawsze coś się może zdarzyć”.

Co tu będę długo ględził. Ważna i mądra książka, którą z czystym sumieniem polecam na wakacje i po wakacjach. Warto do niej wrócić. Przebyć tę podróż raz jeszcze.

(Maria Wiernikowska „Oczy czarne, oczy niebieskie. Z drogi do Santiago de Compostela”, Wydawnictwo Zwierciadło, Warszawa 2013).

*

A na koniec apel o pomoc ciężko chorej Oli z mojego rodzinnego miasta, Starogardu Gdańskiego. Przeklejam ze strony, gdzie został opublikowany i proszę o pomoc.

Cegiełka dla Aleksandry Partyka ze Starogardu Gdańskiego.
Opis

Fundacja pożytku publicznego „Iskierka” apeluje wspierając rodziców o pomoc dla córeczki – Aleksandry Partyka

Na początku bieżącego roku zdiagnozowano u Oli – nowotwór złośliwy Neuroblastoma IV stopnia.

Olka jest hospitalizowana na oddziale onkologii dziecięcej w Akademii Medycznej w Gdańsku.

W chwili obecnej zaczęliśmy zbierać pieniążki na leczenie dziecka zagranicą zgodnie z wytycznymi lekarskimi. Leczenie tzw. choroby resztkowej ( przeciwciała anty-GD2) polega na stosowaniu przeciwciał przeciwko komórkom Neuroblastomy

Dlatego prosimy o cegiełki dla naszej Oleńki. Każdy grosik jest na wagę życia.
Nie wolno nam się poddawać. W Naszych rękach spoczywa zdrowie i przyszłość Oli.

Dziękujemy za okazaną pomoc. Rodzice – Anna i Dariusz Partyka.

Jeżeli możecie pomóc, prosimy wpłacać pieniążki na poniższy adres:

Fundacja „ISKIERKA” na rzecz dzieci z chorobą nowotworową
Warszawa 02-460, Daimlera 2
ING Bank Śląski nr konta: 80 1050 0099 6781 1000 1000 0312
na hasło „Aleksandra Partyka”

WAŻNA INFORMACJA: KONTO PODANE PRZEZ FUNDACJĘ ISKIERKA JEST SUBKONTEM TYLKO ALEKSANDRY PARTYKA. PIENIĄŻKI TRAFIĄ NA PEWNO DO ODPOWIEDNIEJ OSOBY. DZIĘKUJEMY ZA TAK DUŻY ODZEW.

DANE DO WPŁAT ZAGRANICZNYCH

Jeżeli wpłata na konto Fundacji ISKIERKA będzie dokonywana poza terytorium Rzeczpospolitej Polskiej, bank będzie wymagał od Państwa podania dodatkowych danych identyfikacyjnych:

ING Bank Śląski Oddział w Zabrzu,
ul. Wolności 305, 41-800 Zabrze, Polska

wpłaty w PLN Z ZAGRANICY:
IBAN: PL16 1050 1588 1000 0023 0023 0170
BIC (SWIFT): INGBPLPW

wpłaty w EURO Z ZAGRANICY:
IBAN: PL38 1050 1588 1000 0023 1106 1085
BIC (SWIFT): INGBPLPW

I TU KONIECZNIE NALEŻY PODAĆ ŻE DLA ALEKSANDRY PARTYKA
(PONIEWAŻ SĄ TO OGÓLNE KONTA FUNDACJI ISKIERKA)

Dla wszystkich zainteresowanych pomocą dla Naszego Aniołka – chcielibyśmy poinformować, że wiarygodność konta i przyjęcia Aleksandry Partyka do Fundacji Iskierka można sprawdzić na stronie internetowej już za kilka dni. http://www.fundacjaiskierka.pl/index.php/1_dla_iskierki/subkonto_dzieci).

Również można zadzwonić do fundacji lub napisać na maila:

BIURO FUNDACJI: ul. Urbanowicza 19, 41-500 Chorzów
pn./wt./śr.: 9.00 -17.00
czw./pt.: 9.00 – 15.00
tel./fax: 32/ 241 26 65
e-mail: biuro@fundacjaiskierka.pl