podróż w słowa

Dziękuję w tym miejscu Czytelniczce, która wczoraj, na targach książki w Warszawie, podeszła do stoiska, na którym podpisywałem książkę „Wolne” (Krytyka Polityczna), aby pogratulować mi bloga. To mnie równocześnie zawstydziło, bo ostatnie pół roku, trudne dla mnie prywatnie i zawodowo (nadmiar działań) to była właściwie moja nieobecność na blogu, poza pojedynczymi wpisami. A przecież przez całe lata pisałem w miarę regularnie, w różnych okolicznościach. Teraz zdecydowanie trudniej mi ogarniać rzeczywistość i niełatwe sprawy, ale ciągle sam sobie obiecuję poprawę i powrót do dawnego rytmu, który umiałem sobie wyznaczać, a który i nadawał jakiemuś porządku mojemu życiu.

Wróciłem do Warszawy, po tygodniach pracy poza nią. Jestem z kotami, cieszę się pogodą, zielenią, która taka w tym roku rozbudzona i intensywna. Świerki i sosny kwitną. Z sosen, przy podmuchach wiatru sypie się pachnący pył. Roznosi się po całym ogrodzie. Jakby zamknąć się w słoiku sosnowej soli do kąpieli.

W dniu moich urodzin minęły dwa miesiące od śmierci Agaty. Jakoś zlewają mi się te tygodnie jej choroby, i te tygodnie od jej odejścia w jedno. Śniła mi się Agata całą tę urodzinową noc. Wczoraj w Teatrze Rampa nasz wspólny kolega, znakomity artysta Jakub Wocial, który śpiewał i w Teatrze Roma i w niemieckich teatrach muzycznych, dedykował Agacie spektakl „Broadway Street” złożony z największych musicalowych hitów w wykonaniu wspaniałych śpiewaków. Poza Jakubem m.in. holenderska artystka Sanne Mieloo (co za wykonanie „The Girl in 14G”), Edyta Krzemień, Emilia Kudra, Łukasz Dziedzic i współpracująca z Wocialem od początku Marta Carillon (jestem tym szczęściarzem, że Jakuba i Martę obserwuję właściwie od ich początków na Smolnej, gdzie w Śródmiejskim Domu Kultury przed laty otworzyli teatr Palladium Stage). Ten dedykowany wczoraj Agacie koncert to dużo wzruszeń (Jakub zaśpiewał m. in. „Bring Him Home” z „Nędzników”, ulubiony utwór Agaty z jego repertuaru, śpiewał go na Agatki pogrzebie), ale też dużo zabawy, bo niektóre numery były zdecydowanie kabaretowe. Z podziwem patrzę od lat na dokonania Jakuba Wociala, który rozwija się i robi swoje wbrew przeciwnościom, tworzy niezależne spektakle i zdobywa publiczność (wczoraj też był pełen teatr i dostawki zajęte). Udało mu się wyczarować na niezbyt dużej scenie Teatru Rampa prawdziwą musicalową przestrzeń  – Tomasz Filipak reżyserował światła, które zbudowały właściwie scenografię. A już w październiku w obsadzie „Broadway Street” pojawi się światowa gwiazda musicalu Pia Douwes (prywatnie blisko spokrewniona z Doris Day).

I tak mieszają się różne światy, spektakle, książki, koncerty i życie, która pełne jest i intensywne zawsze, bo i gorzkie i cierpkie i słodkie i z apetytem na więcej. Dopiero co, w ubiegłą niedzielę prowadziłem w Teatrze Żydowskim spotkanie „Hannah Arendt. Rzecz o banalności zła”. Wzięli w nim udział Zofia Posmysz (autorka „Pasażerki”, więźniarka Auschwitz i Ravensbruck, jedna z bohaterek mojej książki „Wolne”), Danuta Szaflarska (czytała fragmenty „Eichmanna w Jerozolimie” wspólnie z Ewą Dąbrowską), Feliks Falk i Michał Sobelman, bo pokazywaliśmy spektakl Teatru TV „Rzecz o banalności miłości” w reż. Falka i przekładzie Sobelmana. Bardzo poruszające spotkanie na temat dobra i zła, wypełnione opowieściami o osobistych doświadczeniach. Wzruszająca pani Danuta Szaflarska, która opowiedziała fragmenty swojego wojennego życiorysu, między innymi, jak z całym tramwajem została zaaresztowana w Krakowie, na Floriańskiej i jak zaufała, że gestapowcy ją wypuszczą, bo ma małe dziecko, mówiła o tym, jak patrzyła im w oczy, z jaką determinacją próbowała spojrzeć na zepchnięte w otchłań ich człowieczeństwo. Wspaniała, wielka postać.

Przede mną pisanie. Wyruszam chętnie w tę podróż. Z nadzieją, że i tu będę często zaglądał.

Fotografia: Mariusz Kubik