Z podróży, ze snu…

Franciszek Pieczka w Gazeta Cafe, foto Krzysztof Rudziński

Opowieść jest potrzebna. Prowadzę sporo spotkań autorskich, nie tylko w Warszawie, zaskakuje mnie, jak wiele osób na te spotkania przychodzi. To właściwie fenomen. Na spotkanie poświęcone Idzie Kamińskiej przyszło ponad 500 osób, na spotkaniu z Agnieszką Holland w Teatrze Żydowskim była pełna widownia, na spotkaniu z panem Franciszkiem Pieczką w Gazecie Wyborczej, tłoczno. Tutaj dźwięk ze spotkania:

Franciszek Pieczka w GW

Same nazwiska tych artystów przyciągają publiczność, to jasne. Ale wczoraj, kiedy przeczytałem w „Gazecie Wyborczej” rozmowę z Agnieszką Wolny-Hamkało i Marcinem Hamkało, dotyczącą ich fantastycznego nowego projektu „laboratorium opowieści”, który to projekt ma gromadzić po prostu nasze opowieści, pomyślałem, że siła spotkań wynika również z potrzeby dzielenia się i otrzymywania opowieści. Bo to daje możliwość zrozumienia, kim jesteśmy.

„Opowieści porządkują świat(…) Pozwalają ludziom przeżyć coś razem. Poza tym dają nam pozór nieśmiertelności”. (Marcin Hamkało)

„Orhan Pamuk twierdzi, że odbiorca szuka w opowieści punktu ciężkości. Instynktownie szukamy takiego centrum we własnym i w cudzym życiu. Nie chcemy myśleć, że życie jest serią przypadkowych aktów, stopklatek bez znaczenia”. (Agnieszka Wolny-Hamkało)

„Publiczność chyba potrzebuje kontaktu z oryginałem. Pisarze przychodzą do czytelników ze swoją przeciętną fizycznością, czytają najczęściej źle, przebije ich każdy aktor. Ale aktor ma maskę, rolę, a pisarz jest prawdziwy. Ludzie w jakiś dziwny sposób potrzebują takiego kontaktu, przychodzą dotknąć tego kolesia, który im przywiózł opowieść. Popatrzeć mu w oczy, zobaczyć, jak mu się trzęsą ręce”. (Marcin Hamkało)

„Wszyscy żyjemy w kulturze, tworzenie sztuki w oddzieleniu od odbiorcy to mit. Odbiorca jest równocześnie twórcą(…) Nieużywane narządy zanikają. Podobnie jest z nieopowiadaniem. Człowiek, który przestaje siebie wyrażać, wpada w czarną dziurę, zanika jego język, choruje na samotność”. (Agnieszka Wolny-Hamkało)

– cytaty z rozmowy Doroty Wodeckiej „Nie czytają? To jest szansa!”.

Wróciłem właśnie do domu, rano nagrywałem wywiad z pisarzem, którego dotąd nie poznałem. Wracając myślałem o tym, jak ważny jest dla mnie mój zawód, który stale podsyca potrzebę opowieści. Omal każdego dnia spotykam się z kim, kto mi powierza jakieś fragmenty pamięci, fragmenty biografii, swojego życia po prostu. Jestem już chyba uzależniony od tych wtajemniczeń, od nadgryzania cudzych opowieści, jak jabłek, które czasem są słodkie i soczyste, czasem przemarznięte, a innym jeszcze razem drążone przez robaka, który też drąży i spożywa i dla przeżycia i – pewnie – dla przyjemności.

Bo to jest przyjemność nadgryzać najpierw, potem wgryzać się i drążyć. Rozbierać z ciszy – jak w wierszu Wiktora Woroszylskiego, który chcę dzisiaj przywołać, bo koniec świata, który jest codziennie, ostatnio być może dotkliwiej, dokonuje się wciąż na nowo i otwiera.

WIKTOR WOROSZYLSKI

ELEGIA O KOŃCU ŚWIATA

Innego końca świata nie będzie (Czesław Miłosz)

Rozbierz się Otwórz się To jest właśnie to

Z ogrodów dzieciństwa Z osobności swojej Ze wstydu

To jest to co obstąpi ciebie Odstąpi ciebie

(Echo lubi rozmaitość Pozorną)

To zza węgła zza skóry zza wieczornego

rozstąpienia się drzew ścian twarzy Jeszcze

nie podejrzewasz Niesiesz w sobie

zwyczajność powrotu wsiebiewstąpienia glinę

pełną ciszy przez świat skupiony

Rozbierz się Rozbij się Weź to

w usta w nozdrza w źrenice To

następuje ci na twarz Rozbierz się z twarzy Wstępuje

w twoje podbrzusze w brzuch masz w sobie

jeszcze nie wiesz o tym wymoszczone gniazdo dla pisklęcia bólu

rozbierz się z ciszy masz

kiedy padasz na plecy jamę do wypełnienia

żrącym wapnem uległości i strachu Rozbierz

się z modlitwy To

wedrze się w twoje flaki w głowę w uszy jesteś

niezastąpionym przedmiotem do wdzierania się Czym

prędzej zedrzyj

z siebie te jedwabie te chóry rozbierz

się z Szekspira z Państwa Słońca z sosny

rozdartej rozbrój się rozłóż się daj się

w grzędę wgnieść w robaczywość krewniaczki ziemi masz w sobie próżnię

pociągającą gwałt jak gleba grom

Otwórz się To jest właśnie to

Innego końca świata nie będzie Nagłość

tego co obstąpi ciebie Odstąpi ciebie Nagość

twoja W milczeniu W wilczeniu

coraz szybszym jak

oddech zawodnika

(z tomu „Z podróży, ze snu, z umierania”, Wydawnictwo a5, Poznań 1992)