Plaża drinki i baja bongo

To nie jest wpis polityczny, raczej głos o wolność, demokrację i społeczeństwo obywatelskie. Naprawdę z przejęciem oglądam to, co dzieje się aktualnie w Egipcie. Jest we mnie „mały rewolucjonista”, którego każdy z głosów protestu cieszy, bo protest to wyraz dojrzałości do korzystania z elementarnych praw człowieka. W Egipcie byłem tylko raz, kilka lat temu, i „tylko raz” było decyzją, by nie wracać nigdy do państwa politycznego. Nawet będąc turystą nie można nie zauważyć stojących przed hotelami żołnierzy z kałaszem w ręku, stojących tam „dla bezpieczeństwa turystów”. Z tego samego powodu zwiedzanie kraju też odbywało się pod ochroną wojska, zresztą nie tylko.

Wyprawa z kiczowatej Hurghady do Doliny Królów możliwa była tylko w konwoju. Kilkanaście autokarów jedzie przez kraj w asyście wojska i policji. Zatrzymuje się tylko w wyznaczonych miejscach. Na każdym skrzyżowaniu na trasie postoju, na egipskiej prowincji, stoi cywil z kałaszem w ręku, pytanie, czy przeszkolony do jego użycia. Co kilkadziesiąt a może kilkaset metrów wielkie podobizny Hosni Mubaraka. A za oknem autokaru bieda, lepianki z gliny, jakieś ziemianki zamiast domów. Nie byłem pewny, czy ten konwój jest dla bezpieczeństwa, czy też, aby nie zboczyć z trasy, nie zobaczyć za dużo, w dodatku ta „ochrona” z kałaszem na skrzyżowaniach.

Ta wyprawa pokazała, jaki jest prawdziwy Egipt, poza jego turystycznymi miejscami, dużymi miastami i luksusowymi hotelami. Bieda widoczna była na każdym miejscu. Niewolnictwo, które się nie skończyło. Przykład Tunezji dał siłę, aby upomnieć się o swoje elementarne prawa, a obalenie reżimu Mubaraka okazało się koniecznością, tylko czy możliwe jest przy zachowawczej postawie Ameryki (co mnie zresztą nie zdziwiło), przy interesach Rosji i wielu jeszcze innych państw, już nie mocarstw? Przecież na Egipcie zarabiają wszyscy, łącznie z Mubarakiem i jego ekipą (no i dzięki niemu, rzecz jasna), już nie mówiąc o wojsku, które stało się tam właściwie finansową arystokracją. Na Egipcie zarabiają wszyscy, łącznie z naszymi biurami podróży, które gdyby mogły, nie przerywałyby wyjazdów na wakacje w Egipcie, na którym zarabiają wszyscy poza obywatelami tego kraju. Im zostawiamy dolara bakszyszu i być może to jest cała ich hotelowa pensja, plus to, co uda im się wyciągnąć od turystów, często w niekoniecznie uczciwy sposób.

Chciałbym, żeby udało się zaprowadzić w Egipcie demokrację i nie rozumiem jak w XXI wieku możliwe są wciąż dyktatury, a przecież nie trzeba szukać daleko, Białoruś ma się całkiem dobrze, a Unia Europejska napomniała Łukaszenkę pisemkiem. Dużo dalej, bo w Korei Północnej, kiedy ulicą idzie Kim Dzong Il, słońce świeci jaśniej, drzewa zakwitają, ptaki mdleją z wrażenia a ludzie z głodu (z głodu również umierają). Kim Dzong Il ma największą na świecie kolekcję filmów dvd, podobno z każdego z krajów, w jakich rozwinęła się kinematografia, no jest po prostu wrażliwy na piękno, również na edukację, dlatego syna kształcił w Szwajcarii. W jednym z dokumentów o Korei Północnej pokazywano rysunki dzieci. Na jednym z nich narysowany był targ, na stoisku z  mięsem leżała ludzka ręka. Pamiętam, kilka lat temu Maria Wiernikowska nakręciła film o Korei Północnej. Zapytałem, czy przewrót jest w ogóle możliwy. Odpowiedziała, że wystarczy iskra. Tyle że w przeciwieństwie do Egiptu Korea jest całkowicie odcięta od świat. Egipt miał teraz przykład Tunezji. Mógł za nim pójść. Tyle że w Tunezji wojsko opowiedziało się po stronie protestujących. Wojsko w Egipcie to zupełnie inna perspektywa. Wierzę, że Mubarak ucieknie, że w Egipcie uda się zaprowadzić demokrację.

Jeszcze wczoraj oglądałem zdjęcia ludzi wylatujących do Egiptu z lotniska w Katowicach. Jedna pani mówiła, że jej to nie dotyczy, bo będzie w kurorcie pod opieką wojska, druga, że za każdym razem jak gdzieś leci to się coś takiego dzieje i że była w Berlinie, kiedy upadał mur (jednak nie robiłbym tu porównania). Przedstawicielka któregoś biura podróży mówiła, że polscy turyści na własną rękę wynajmują auta i jadą zobaczyć, co też dzieje się w Kairze.

Poza sytuacją w Egipcie martwi mnie też nasza głupota, brak wyobraźni, polityczna nieświadomość. Gdzieś trwa wojna (w tym wypadku domowa) a Polacy jadą tam do kurortu i chcą się poopalać na leżakach. To nawet kompletny brak solidarności, w końcu  w kraju Solidarności. To tak jakby w początkowych fazach wojny w byłej Jugosławii, czy Rwandzie chcieć tam jechać na wakacje. Jakby podczas nalotu na Westerplatte chcieć się opalać w Sopocie. W Egipcie ludzie walczą o swoje prawa obywatelskie, nie chcą być niewolnikami, ale Polacy chcą być obsługiwani w kurortach i mieć drinki z parasolką i water-polo w basenie. Gratuluję wyczucia i świadomości. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że Egipt żyje z turystyki i że trzeba ją wspierać nawet w takiej sytuacji. Egipt tak, obywatele nie. Może nawet nie dziwi mnie, że polscy turyści decydują się na wyjazdy do Egiptu mimo braku bezpieczeństwa, wierzę, że w kurortach może być spokojnie. Dziwi mnie po prostu, że ci, którzy się w ostatnich dniach zdecydowali na wyjazd, nie rozumieją nic z tego, co się w Egipcie dzieje. Myślę też, że gdyby biura podróży, linie lotnicze, a w końcu też spóźniona reakcja MSZ, nie utrudniały tych wyjazdów (często się z nich wycofując) nic by nas nie zatrzymało przed wakacjami, gdzie ciepłe morze, plaża, słońce i baja bongo. – To akurat cytat ze sztuki Macieja Kowalewskiego.

Kanon na nowy blog, odcinek 9

Dzisiaj wybór 5 najważniejszych książek, który przesłała

Elżbieta Ciastoń-Przecławska, socjolog, pracuje od zawsze w obszarach problemów społecznych:

1. Kornel Makuszyński „Perły i wieprze”- świat, który odszedł, pełen dobroci, jakiej dziś już nie ma, pełen też cierpienia, fantazji, humoru nieobecnego w dzisiejszym świecie… i chociaż nie jest to mój świat, jakoś tęsknię za tym niepowtarzalnym klimatem… zawsze do niej wracam;

2. Stanisław Lem „Głos Pana”- nadzwyczajne, nadintelektualne, błyskotliwe, czasem cyniczne i pełne humoru; No i jak zwykle zaskakujace. Zmuszające do refleksji nad naturą człowieka i własnym ja… Oczywiście dla mnie cała twórczość Lema jest bardzo ważna!!!

3. Stanisław Ignacy Witkiewicz „622 upadki Bunga”- szaleństwo, emocje, fantazja – zupełnie nadzwyczajna porcja barwnego i plastycznego „świrowania”. Cudne, pełne adrenaliny, ale w tym dobrym stylu (niestety znów dalekim od współczesności);

4. Michał Choromański „Kotły Beethovenowskie” – dzieje się, komplikuje, wspaniale się plącze i jakie postaci… Kocham też jego „Różowe krowy i szare scandalie”… i inne…

5. Jonathan Carroll „Kraina Chichów” (też jego inne książki) – niby normalnie, ale jednak… trochę magii i zupełnie oczywistego szaleństwa i urojeń, które są w jego utworach nieodłącznym elementem rzeczywistości i świata…