trzymajmy się chmur

plakat spektaklu "Ja, Feuerbach"

Próbuję ogarniać rzeczywistość, ale rzeczywistość coraz trudniejsza do ogarnięcia. Próbuję trzymać się czegokolwiek, trzymanie się chmur nie jest takie złe. Może niezbyt blisko ziemi, ale za to widok ładniejszy. Bo już naprawdę rzeczywistość jest taka, że lepiej z głową w chmurach. Po prostu robię swoje. Staram się robić to, co naprawdę chcę i lubię. Kilka razy siadałem już, żeby tutaj dokładniej opisać ostatnie zdarzenia, ale tyle spraw, tematów, zdarzeń. To, co chciałbym odnotować to fantastyczne spotkanie z mądrym człowiekiem. Kilka dni temu w Gazecie Wyborczej, w cyklu „Teatr, Muzyka, Kino w Gazeta Cafe” miałem przyjemność i zaszczyt prowadzić spotkanie z panem Piotrem Fronczewskim, który zaraz, 2 lutego ma premierę spektaklu „Ja, Feuerbach” w Teatrze Ateneum. Z panem Fronczewskim zetknąłem się po raz pierwszy i było to duże przeżycie. Sens jego wypowiedzi, właściwie wyłożenie zawodowego credo nie może nie poruszać dzisiaj w świecie bez jakości. Bliskość tego teatralnego wyznania z Feuerbachem, bohaterem sztuki Tankreda Dorsta. Wklejam link do zapisu dźwiękowego z tego spotkania, uważam, że padają tam naprawdę mądre i ważne kwestie.

Piotr Fronczewski w Gazeta Cafe

I w ogóle bardzo Feuerbacha chcę zobaczyć. Ciekawy jestem, co pan Piotr Fronczewski akcentuje – jest też reżyserem tego spektaklu. Myślę, że nagle ten tekst okazał się szalenie aktualny, bo właściwie wszyscy, którym chodzi o coś więcej niż żyćko, wszyscy, którzy pracujemy w kulturze, jakkolwiek górnolotnie by to brzmiało, jesteśmy jeśli nie w opozycji (choć opozycja piękna sprawa) to zepchnięci na margines. Ale jak na tym marginesie miło, tłoczno, gwarnie, intelektualnie, przyjemnie i przede wszystkim twórczo. Niech zazdroszczą ci, co nas tam spychają, bo oni obracają się raczej w towarzystwie politycznie szemranym, wypowiadającym kwestie niegodne humanizmu (żeby nawiązać do ostatnich debat w Sejmie przez coraz mniejsze „s” z całym szacunkiem dla tej instytucji).

Ten mój powrót w rozmowach do jakości, o jakość właściwie jest jak mantra, oby okazał się samospełniającą przepowiednią. Pierwsze przesłanki są. Oto, przeczytałem dzisiaj na wirtualnych mediach, że Polskie Radio w roku 2012 zarobiło pięć milionów z abonamentu i reklam. I jest to kolejny dowód na siłę jakości. Nie można porównać tego, co pojawia się w publicznej telewizji, do tego co pojawia się w publicznym radiu, ostatnim bastionie walki o jakość. Radio, w przeciwieństwie do telewizji (oczywiście z wyłączeniem TVP Kultura, bo oni robią genialną robotę), ma treść. I to ma treść interesującą, często ważną, jest nadal opiniotwórcze i nadal wychowuje. Nie dziwi mnie, że ludzie za radio chcą płacić a za telewizję nie. Jest jeszcze szansa walczyć o jakość, również w prasie. Tylko czy to się w ogóle odbędzie jeszcze na naszych oczach?

Prowadzę dużo różnych spotkań autorskich, promocji książek i stale spotykam ludzi, którzy chcą treści. Naprawdę na spotkania w Gazecie Wyborczej przychodzi 100-200 osób, czasem więcej. Na spotkania w Centrum Kultury w Błoniu 100-200 osób. Właśnie w ubiegłą niedzielę prowadziłem spotkanie z Urszulą Dudziak, to była energia! I publiczność, która była uśmiechnięta właściwie od pierwszej minuty do ostatniej. Energia, która była po obu stronach. I jej genialna wymiana. Rozmowa, która mogłaby nie mieć końca. Ten margines, na którym rozmawiamy o kulturze, jest ciasny, ale własny, uśmiechnięty i rozwibrowany, jestem pewny, że tworzy energię, która emanuje i siłę, która zwycięży, że ta granica będzie się poszerzała. Że to jest margines zielonych drzew, których żaden konserwator zabytków robiący rewitalizację takich parków jak ogród Krasińskich (gdzie, o czym pisałem wycięto ponad 380 drzew) nie dosięgnie. Ten margines jest w chmurach. Na razie. Jeszcze będzie zielono! Czego sobie i Państwu życzę.

Last but not least, odsyłam z całą moją wewnętrzną i zewnętrzną radością do rozmowy z izraelską pisarką Irit Amiel, cudną osobą, jedną z najbardziej pozytywnych, jakie znam, którą umieściłem wczoraj tutaj, na blogu. Wystarczy kliknąć w „kartki na kulturę” na nagłówku bloga. „Jestem tą, która tam była” to tytuł naszej rozmowy przeprowadzonej w Izraelu, pod koniec ubiegłego roku.

Właśnie wychodzi w Londynie nowa książka Irit Amiel „Dark Flashes”.

IRIT AMIEL

WZLOTY

Uwielbiam samoloty, wzloty i odloty.

Uwielbiam odrywać się od ziemi,

płynąć poprzez białe obłoki

odgradzające mnie jak miedza

od świata rzeczywistości.

Wznosić się jak Ikar

o woskowych skrzydłach,

jak chmura, jak ptak, jak dym.

Bo czuję się wtedy bliżej Was –

moi wszyscy spaleni.

(z tomiku „wdychać głęboko”, Świat Literacki Izabelin, 2002)