Z myślenia. O Teresie Torańskiej.

Przez te dni od śmierci Teresy Torańskiej tak naprawdę nie mogłem zebrać myśli. Dzisiaj pożegnaliśmy Teresę na warszawskich „wojskowych” Powązkach. Na uroczystości żałobnej słuchaliśmy tarantelli. Kiedy wyprowadzano urnę muzyka była omal jak na spotkaniu przyjaciół, z gwarem, okrzykami, kastanietami i zaproszeniem do tańca.

Teresa leży w tej samej alei (a może po prostu jest przy tej samej „ulicy”) co Janusz Morgenstern, Ryszard Kapuściński, Tadeusz Łomnicki, Elżbieta Czyżewska. Ile mieliby sobie do powiedzenia, gdyby usiedli przy jednym stole. Tomasz Lis żegnając Teresę powiedział, że na pewno będzie obserwowała nas, dziennikarzy, śledziła nasze tematy i teksty. I poprosił, aby była dla nas pobłażliwa, bo przecież Torańska jest tylko jedna. Na cmentarzu jedna z dziennikarek telewizyjnych zapytała mnie, dlaczego powinniśmy zapamiętać Teresę Torańską. Mówiłem coś, ale jak to do kamery, nagle, z zaskoczenia, zapewne coś banalnego. Ale myślę o tym pytaniu przez cały dzień. I o Teresie jako osobowości, zawodowej ikonie. Swój najsłynniejszy zbiór wywiadów „Oni” wymyśliła w 1980 roku, a rozmowy do „Onych” przeprowadzała do mniej więcej 1984. A to znaczy, że kiedy wymyśliła „Onych” miała trzydzieści sześć lat, kiedy skończyła pracę nad książką czterdzieści.

Czytany dzisiaj, po latach wstęp Krystyny Kersten do starego wydania „Onych” uświadamia nam w ogóle, że forma podjęta przez Torańską była ciągle jeszcze nowa. Pisze Kersten: „Prawda, że dzięki upowszechnieniu techniki magnetofonowej, ta nowa stosunkowo forma prozy dokumentalnej zrobiła zawrotną karierę nie tylko w Polsce. Uzbrojeni w magnetofon ludzie – najczęściej młodzi – zgłaszają się do polityków, intelektualistów, osobistości w swojej dziedzinie wybitnych – najczęściej już niemłodych – będących u kresu życia, aby swymi pytaniami, dociekliwymi, nierzadko prowokującymi skłonić ich do mówienia: o sobie, o swoich współczesnych, o swoim świecie”.

Więc chociaż sięgnęła Torańska po formę nową, acz robiącą karierę, stworzyła od razu dzieło imponujące, na miarę bardzo dojrzałej dziennikarki/dziennikarza, właściwie można by taką książką jak „Oni” zakończyć karierę. Rozmowa z Jakubem Bermanem ma ponad 150 stron, jest największą częścią tego zbioru, i Teresa pracowała nad nią dwa lata. Już sama ta rozmowa to właściwie książka. Widać w niej muzyczne wykształcenie Teresy, buduje ją jak kompozycję muzyczną, jak symfonię. Mój ulubiony fragment to opis kolacji u Stalina, w czasie których się tańczyło, np. Berman z Mołotowem (Mołotow prowadził, bo nawet to Teresę zainteresowało, pyta Bermana czy tańczył jako kobieta, Berman odpowiada, że tylko próbował dotrzymać kroku), Stalin kręcił patefon, nastawiał i patrzył. A po kolacji było wspólne oglądanie filmów – najczęściej amerykańskich ultrapolitycznych. Torańska pyta o najdrobniejsze szczegóły, buduje z nich fenomenalny tekst, to prawdziwa dziennikarska szkoła jazdy. Więc sam już ten wywiad z Bermanem byłby nie lada osiągnięciem dla dziennikarza, ale Torańska zbudowała „Onych” przecież z siedmiu rozmów. Tom kończy fenomenalna rozmowa z Julią Mincową, która Torańską szczuje pieskiem, Dzinką, mówiąc: „naszczekaj na panią, bo udaje Solidarnościówkę”. Zapis czasu ale i zapis złamania ludzi. Słuchałem wielu wypowiedzi o „Onych” w ostatnich dniach, ale trzeba jasno powiedzieć, że poza zapisem pewnej epoki Torańska pokazała właściwie siedem życiorysów komunistów złamanych przez komunistów, zepchniętych na margines historii, wyplutych przez aparat. Ta książka jest o wiele większa niż opowieść o komunistach. To opowieść o komunistach, którzy zostali zdradzeni przez własne idee, przez wartości, w które wierzyli. Po prostu wielka książka. A przecież Teresa dopiero przymierzała się do zawodowego lotu. Napisała po tej książce jeszcze kilka znaczących. W książce „My”, w genialnej rozmowie z Jarosławem Kaczyńskim, w której udało jej się zapisać wcześniej to, co my zobaczyliśmy w Kaczyńskim później, jest taki fragment:

Kaczyński: Kwaśniewski, Miller, Oleksy i jeszcze kilkunastu mieszkali w zwykłych blokach na Wilanowie, czyli w reżymkowie, nie żaden luksus.

Byłam.

Ty?

Ja chodzę wszędzie. Lepiej niż na Ursynowie, gorzej niż w mieszkaniach, które podostawali niektórzy ministrowie Mazowieckiego.

Teresa Torańska chciała wiedzieć. Rozmawiała z wszystkimi. Chodziła wszędzie. Nie stawiała swoich rozmówców przed sądem, nawet jeśli się z nimi otwarcie nie zgadzała. TVP Kultura powtórzyła dzisiaj „Noc z generałem” Marii Zmarz-Koczanowicz i Teresy Torańskiej. Generał Jaruzelski omal zrywa nagranie, irytuje się, wyrzuca Teresie, że pyta go nie o to, co jest jego zdaniem istotne, tylko pyta go o poszczególne zdarzenia, o to, kto spał na kozetce, że pyta – jego zdaniem – o nieistotne szczegóły. Ale to Teresa miała rację. Na dzisiejszej uroczystości żałobnej prezydent Komorowski mówił, że rozmówcy nie mieli z Torańską łatwo. Widać to w „Nocy z generałem”. Ale Teresa jest spokojna, chociaż przez Jaruzelskiego właściwie napadnięta. Jest spokojna, bo wie, po co przyszła. I tym spokojem wygrywa. Nagle prowadzi generała do ciemnej kuchni i patrzą przez okno na demonstrujących przed jego domem ludzi, w kolejną rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Janina Paradowska mówiła dzisiaj, że pewien dwudziestoletni człowiek zapytał, dlaczego ci wszyscy ludzie rozmawiali właśnie z Torańską. I zacytowała list od jednej z Teresy bohaterek. Napisała, że długo nie godziła się na rozmowę, ale w końcu się zgodziła, bo wiedziała, że Torańska ją uszanuje, że nie zrobi jej świństwa.

To prawda, Teresa Torańska była ikoną. Ale przede wszystkim była człowiekiem, który patrzył swojemu rozmówcy w oczy i widział w nich drugiego człowieka. Więcej niż wydarzenia, wspomnienia, politykę i historię. Dlatego na jej pogrzebie byli jej rozmówcy, z różnych stron politycznych. Dlatego było nas tak wielu – dziennikarzy wszystkich pokoleń, mediów i opcji. Teresa była bez wątpienia dla nas wszystkich wzorem. Wzorem etycznego dziennikarza, którego ciekawość nie słabnie. Zresztą nie ma dziennikarstwa bez ciekawości.

Jest taki genialny fragment rozmowy Torańskiej z Jerzym Urbanem na temat broni, którą rozdawano w komitetach dzielnicowych PZPR. Pyta Teresa, czy ta broń nie była rozdawana po to, by wystrzeliła 17 grudnia na wiecu organizowanym w Warszawie przez Solidarność.

Urban: Pani mnie pyta, czy była szykowana prowokacja esbecka. A ja skąd mogę o tym wiedzieć?

Z myślenia. – odparowuje mu Teresa.

Czy trzeba więcej,  żeby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Torańską zapamiętamy, dlaczego będzie?

W naszej ostatniej rozmowie ostro rozliczała się z mediami. Właściwie odparowała mediom, że myślenia potrzeba. Myślenia.