o serce dnia!

Książka „Wolne” miała wczoraj swoją warszawską premierę, poszła między Czytelników. Spotkanie w Krytyce Politycznej prowadziła Marta Konarzewska. Jej pytania były wnikliwe, inspirujące dla mnie, i naprawdę zdołała, co na spotkaniach nie jest łatwo, otworzyć bohaterki książki. Zofia Posmysz mówiła poruszająco, podjęła tematy, których nie ma w naszej książkowej rozmowie. Były również dwie inne bohaterki książki, ważne dla mnie Irena Rybczyńska-Holland i Alina Świdowska. Alina mówiła, że ten wywiad miał dla niej znaczenie, że odbył się w najlepszym (a może najgorszym) czasie, kiedy mierzyła się z postacią własnej matki, lekarki z getta Adiny Blady-Szwajger – była  w próbach do monodramu o niej. Dobra energia publiczności, tego spotkania, spotkania po prostu wciąż ze mną jest, jakby od wczoraj tej energii nie ubyło. Przyszli moi przyjaciele, przyszli znajomi, których dawno nie widziałem, również osoby, których nie znam. Poczułem, że ta książka powoduje dobre emocje, że coś otwiera. Chciałbym, żeby tak było. Teraz czas dosyć intensywnej promocji, spotkań i rozmów, w których chętnie uczestniczę, z obowiązku dla tej książki, z potrzeby jej przedstawienia.

Ale też mam swoje codzienne zadania i obowiązki, i każdego dnia to wspaniałe poczucie, nie, jeszcze nie wolności, bo na to pracuje się lata całe, może nawet życie, ale radości z pracy i drogi, jaką wybrałem. Robię naprawdę to, co lubię. Czuję, że jestem na swoim miejscu. Na swoim kawałku podłogi. Na swoim wewnętrznym stołeczku siedzę i macham nogami, albo stukam w klawiaturę, wszystko jedno. Ale u siebie.

Dopiero, w niedzielę, prowadziłem spotkanie z panem Jerzym Stuhrem, wielka radość i satysfakcja. Na spotkaniu w Centrum Kultury w Błoniu było pewno z dwieście osób. Darek Sitarski, który to Centrum prowadzi powiedział mi przed spotkaniem: „Przyszło tyle osób, bo pan Jerzy to już nie jest nazwisko, to jest petarda”. To było moje drugie zawodowe spotkanie z  panem Stuhrem. Pierwsze było w „Gazecie”, w naszym cyklu „Teatr, muzyka, kino”, przed premierą „32 omdleń” według Czechowa w Teatrze Polonia. Parę miesięcy później wiadomość o chorobie pana Jerzego. Smutek. Później jego książka, wspaniała. Wysokiej próby literatura, której tematem nie jest choroba, a rozmowa z samym sobą. Choroba dała powód do tej rozmowy, do wewnętrznego dialogu, do spojrzenia na siebie i na świat wokół, do wyłuskania najważniejszych wartości. Właśnie o tej książce rozmawialiśmy. I o życiu przed książką i po niej. O formie wspaniałej, w jakiej pan Jerzy jest w tej chwili, o tym, że wrócił do grania „Kontrabasisty”, swojego brawurowego monodramu. O tym, że był niedawno w Australii, i kręcił film we Włoszech. I że życie jest takie pełne i takie piękne, kiedy jest. Wielka, wielka lekcja.

Właśnie teraz, kiedy bliskie mi i ważne dla mnie osoby borykają się z problemami, mają problemy ze zdrowiem. Codziennie wiadomości i zmartwienia. W tej chwili pięć ważnych dla mnie osób ma problemy, którymi się martwię, które mnie zajmują. Chciałbym każdemu podarować tę książkę pana Jerzego Stuhra o życiu, o pasji, i o tym, że piękno po prostu jest.

Chciałem to zdjęcie zamieścić już dawno, ale nie wiedziałem, czy mogę. Nadal nie wiem, mam nadzieje, że Gabryś kiedyś zrozumie, że musiałem zamieścić. Mam to zdjęcie w swoim komputerze i lubię na nie patrzeć. Dla mnie jest w nim piękno. Maciek i Marian Kociniak, wyjęci jak z dramatu Czechowa, a to zdjęcie robił pięcioletni syn Maćka, Gabrytek. A to zdjęcie i jego autor to piękno samo w sobie.

JULIA HARTWIG

O serce dnia słońce bijące w nas i poza nami

Wszystko co żyje niech będzie żywe naprawdę

W jego równym biciu jest wolność i niezależność

a w jego wschodach i zachodach jest porządek naturalny

przeciw któremu się nie buntujemy

O wielka radości odczuwania smutku i cierpienia

O doświadczenie które krążysz w naszych żyłach

Co z tobą począć? Co począć?

(z tomu „To wróci”, Sic!, Warszawa 2007)