Mamusia

Od kilku dni jestem w Izraelu. Wyjeżdżałem z Polski zasypanej śniegiem, kiedy jechałem na lotnisko było minus osiem. Tutaj plus trzydzieści. Podarowany czas, chociaż tak pracowity, kalendarz upchany. Spotykam się, rozmawiam, nagrywam. Słowa, opowieści, przesłania, wspomnienia. Każdego dnia poznaję inny fragment cudzej biografii, próbuję je ze sobą zestawić. Zrozumieć. To mój drugi pobyt tutaj i mam poczucie, że zaczynam rozumieć. To, co zaskoczyło mnie już za pierwszym razem to niebywała gościnność. Poznaje się kogoś, i już się rozmawia jak z dobrym znajomym, ten ktoś przedstawia komuś innemu, przekazuje dalej. I tak żyję tutaj od opowieści do opowieści. A co dla piszącego ważniejsze od opowieści?

Pisałem tutaj wielokrotnie o książce Rama Orena „Przysięga Gertrudy”, która opowiada biografię Gertrudy Babilińskiej, katolickiej nauczycielki ze Starogardu Gdańskiego, która pracowała w Warszawie w domu zamożnej rodziny żydowskiej Stołowickich. Kiedy wybuchła wojna, Gertruda z panią Stołowicką i jej małym synkiem Michałem pojechała do Wilna. Tam umierająca pani Stołowicka poprosiła Gertrudę by była matką dla jej syna i zabrała go po wojnie do Palestyny. Narażając swoje życie uratowała chłopca, a po wojnie słynnym Exodusem popłynęła zgodnie z obietnicą (chociaż nie chciano dać jej miejsca na statku). I tutaj została. Była mamą Michała. Będąc chrześcijanką, wychowała chłopca utwierdzając go w żydowskiej tożsamości. Zmarła tutaj, w 1995 roku i pochowana jest (a pochowana była w dwóch grobach, bo pomylono ciała – żydowskim i chrześcijańskim) na cmentarzu Kiriat Szaul w Tel Awiwie. Michał Stołowicki mieszka w Nowym Jorku. Więc kiedy przeczytałem książkę o bohaterce, Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata z mojego rodzinnego Starogardu, zapragnąłem poznać tę historię z pierwszej ręki. Dotarłem do Michała Stołowickiego, rozmawialiśmy kilka razy przez telefon i okazało się, że będzie w Tel Awiwie w tym samym czasie, co ja.

Umówiliśmy się, że pojedziemy na grób Gertrudy. Pierwszy listopada, święto zmarłych w religii katolickiej. Chciałem być tego dnia na Jej grobie. Spotkaliśmy się w hotelu, na spotkanie przyszedł też Ram Oren, autor książki, bestsellerowy izraelski pisarz i pojechaliśmy na Kiriat Szaul, na grób Gertrudy Babilińskiej. Tyle zbiegów okoliczności. Bo trafiłem na książkę przez przypadek w sumie, bo udało mi się dotrzeć do jej bohatera, bo w tym czasie był w Izraelu, bo akurat jest 1 listopada. Niezwykła pielgrzymka.

Michał Stołowicki nad grobem Mamusi.

Michał Stołowicki rozmawiał z Gertrudą, powiedział: „Mamusia przywiozłem młodego człowieka ze Starogardu, masz gościa”. Nic nie powiedziałem, bo cała ta sytuacja, wzruszenie mnie zamurowały. A potem, kiedy wracaliśmy autem śpiewał piosenkę o majtku, który ma ciekawe przygody i zwiedza świat. Nie znam tej piosenki. Śpiewał ją po polsku, to Gertruda mu tę piosenkę śpiewała. Poproszę kiedyś, by powtórzył i zapiszę słowa.

Chciałbym, aby w Starogardzie Gertrudę uhonorowano. Mam nadzieję, że uda się zaprosić Michała Stołowickiego, który bardzo chce przyjechać, był tutaj z Gertrudą po wojnie.

Tak się dzisiaj dziwnie losy splotły. Nie byłem na grobie swojej babci, na grobach dziadków, przyjaciół. Byłem na grobie Sprawiedliwej, która wylądowała tu, bo złożyła przysięgę, bo pokochała osieroconego chłopca, bo była jego matką. Nagrałem rozmowę z Michałem Stołowickim i z Ramem Orenem.

Co ciekawe, widzę się dzisiaj z koleżanką z Warszawy, której dawno nie widziałem, a wczoraj odezwała się, że jest w Tel Awiwie, a potem też z rodziną Dory Diamant, ostatniej miłości Franza Kafki, jej bratankiem Zvi i jego żoną. Poznałem ich w ubiegłym roku, ich i całą rodzinę. Ważne to dla mnie, bo przecież pisałem o Kafce i o Dorze.

I w ogóle Izrael dla piszącego to Księga bez końca. Opowieść wypływa z opowieści. Słowo ze słowa. Świat słów, znaków, tajemnic.