wciąż nas przenoszą

Żyję ostatnio zadaniowo, stale robię notatki, stale się czegoś uczę do rozmów czy spotkań, które prowadzę. Zadań coraz więcej, stres też. Terminy nad głową. Budzę się coraz trudniej, bo wiem, że zaraz muszę oddać się kolejnym zadaniom. Koty dostają nocą pierdolca po prostu. Budzę się, przysypiam. Więc budzę się dzisiaj, i jak mnie naszło. Na którym to ja roku właśnie studiuję, drugim czy trzecim. Bo jeśli na drugim, to jednak strasznie, bo trzy lata zostały. To już bym wolał studiować na trzecim. Ale i tak jeszcze dwa koszmarnie długie lata. A jakie ja egzaminy ostatnio zdawałem.

No, właśnie. Prowadziłem w ubiegłym tygodniu spotkanie z Małgorzatą Braunek, promujące jej kapitalną książkę (napisaną wspólnie z Arturem Cieślarem) „Jabłoń w ogrodzie, morze jest blisko” o dochodzeniu do duchowości. A potem spotkanie z Władysławem Pasikowskim w Gazecie Wyborczej, jego trzecie spotkanie od 22 lat, jak powiedział. Więc zdawałem chyba z Braunek i z Pasikowskiego.

Zaraz, jakie studia? A gdzie ja mam w ogóle indeks? Czy jestem w stanie znaleźć swój indeks? Jeszcze mnie wyindeksują, bo przypomniałem sobie jak pani Pietrzyk-Zieniewicz krzyczała do mojej koleżanki, że ją wyidenksuje, i nikt nie wiedział, czym to grozi. Do dzisiaj nie wiem.

Spojrzałem za okno. Śnieżyca. Jak to? Bałem się włączyć radio, żeby nie usłyszeć, że „last Christmas I gave you my heart”. Święta? O, nie. A gdzie prezenty, przecież nie zdążyłem zrobić prezentów.

No, to na jakim roku jestem. Na drugim czy trzecim?

Koty już przeciągały się, bo po nocnym pierdolcu swoje odespać muszą, a ja na te studia, poddać systemowi oświaty, jak ja nie znoszę systemu oświaty, jakiegokolwiek zresztą systemu opresji.

Chwilę, przecież sam byłem wykładowcą. Gdzie? E, śniło mi się chyba. To gdzie ten indeks. O, Boże, tylko nie last Christmas, plizzz.

Na szczęście coś mnie oprzytomniło. Chłopie, nie odmładzaj się tak bardzo. Studia już dawno za tobą. O, jakie szczęście. Więc to tylko stres wynikający z kolejnych zadań, które mi taką dużą garścią odpowiadający za zawodowe działania anioł sypnął. Może nawet mnie przysypał trochę. Ale przecież dam radę.

Wczoraj powiedziała mi znajoma: jakie ty masz ciekawe życie, bo tyle masz przyjemności z pracy. Mam. To prawda, że jestem szczęściarzem. Jednak nie bez kosztów.

Naprawdę w Warszawie śnieg sypie. Drzewa w ogrodzie otulone białymi czapami. A jeszcze kilka dni temu długo spacerowałem, bo szkoda mi było ostatnich dni słońca. Gdzie tam, wczoraj jeszcze, choć już zimno, słońce było genialne. Spotkałem Roberta, kolegę-fotografa, wyszedł z domu sfotografować miasto w tych ostatnich promieniach. Miał rację. Dzisiaj już całkiem biało. Jakby nas wszystkich w nocy ktoś na Grenlandię przeniósł. A w ogóle mam wrażenie ostatnio, że nam stale ktoś ten kraj przenosi w innej miejsce, i że stale budzimy się w innej rzeczywistości. Człowiek zasypia, a tu jak w Truman Show, myk, i zmiana dekoracji.

Naprawdę gęsto w kalendarzu, jak mówi pani Barbara Krafftówna. Już nie pamiętam wszystkiego, co się ostatnio działo. Ale ważniejsza była na przykład premiera debiutanckiego filmu Macieja Kowalewskiego „Trzy siostry T.”, który trafił właśnie do kin studyjnych (ma 22 kopie, więc niemało). Wczoraj czytałem świetne recenzje Pawła Felisa w „Gazecie Wyborczej” i Łukasza Maciejewskiego w „Dzienniku. Gazecie Prawnej”. Tak się cieszę, że ten film się podoba, i w ogóle trzymam kciuki, bo Macieja cenię od lat, czemu dałem wyraz ostatnio choćby tutaj, w „kartkach na kulturę”, bo jest artystą osobnym. A takich, którzy stworzyli swój własny teatralny i filmowy język nie ma zbyt wielu. Od lat też podglądam twórczość Ingmara Villqista, kilkakrotnie, przy okazji kolejnych tytułów robiłem z nim rozmowy, bo wydawało mi się ważne, żeby zarejestrować różne momenty.

A, na marginesie, Maciek Kowalewski robiąc swój film zrobił mi piękny przyjacielski żart. Zagrałem maleńki epizod, dla filmu bez znaczenia. Ale chętnie w tym wziąłem udział.

Film polecam, bo cztery genialne role – Małgorzata Rożniatowska, Bogusława Schubert, Ewa Szykulska i Rafał Mohr. Plus świetna Natalia Szyguła. Plus Iza Kuna, Łukasz Simlat, Janusz Chabior. Konsekwentnie oryginalny film.

A z moich zaproszeń. W listopadowym „Zwierciadle” moja rozmowa z Aleksandrą Kurzak. Zaś tutaj, linki do rozmów i spotkań:

Skrócony zapis rozmowy z Władysławem Pasikowskim

Dźwiękowy zapis rozmowy z Władysławem Pasikowskim

Zwierciadło, Kayah