Piosenka o końcu świata

Czasem potrzebny jest detoks, więc zrobiłem sobie kilka dni wolnych od pisania, i w zasadzie również od czytania. Tak żeby myśli poukładać, żeby sobie wędrowały swobodnie, rozbujane, jak sugerowała w niedawnym wywiadzie Monika Sznajderman, założycielka wydawnictwa Czarne. Przez cały rok głowę mam wypełnioną słowami. Aż nagle potrzebna jest cisza. Najtrudniejsza do przyjęcia.

Niedawno robiłem wywiad z Aleksandrą Kurzak, wspaniałą śpiewaczką, z którą kiedyś już rozmawiałem dla „Beethoven Magazine”, z którą też prowadziłem spotkanie w ramach gazetowego cyklu „Teatr, Muzyka, Kino”. Powiedziała, że nie słucha muzyki. Że potrzebuje ciszy w życiu, poza pracą, poza sceną i próbami. Całkiem niedawno robiłem też wywiad z Wandą Wiłkomirską, wielką skrzypaczką, która powiedziała, że nie słucha muzyki, że potrzebuje ciszy. Tylko wtedy wypoczywa naprawdę.

Uciekłem od słów, żeby sycić oczy barwami, rozochoconymi jak na Burano. Zdaniem włoskiej malarki Annamarii Cimbal barwy działają tak jak muzyka. Czasem potrzeba tylko patrzeć, ale patrzeć i zauważać to dwa światy. Więc starałem się zauważać, przyglądać gestom, chodzić z aparatem, podglądać nawet, uchwycać te fragmenty świata, które minęły już bezpowrotnie.

Właściwie każdego roku potrzebuję paru takich dni. Długie spacery, na których można porządnie się zmęczyć, książka w torbie, do której nie zajrzę i właściwie wiem o tym od momentu, w którym tę książkę pakuję. Zdradzam słowa z premedytacją. Na trzy, cztery dni, a kiedyś w Rzymie zdarzyło mi się je zdradzać przez tydzień. Nie czytałem, nie pisałem, nie myślałem o niczym. Dolce far niente.

Oczywiście, potrzebowałem słów jak tlenu. Zdarzało mi się zdradzać ciszę. Wówczas włączałem wiersze Miłosza w przepięknej interpretacji Agi Zaryan. A później wychodziłem i „Piosenka o końcu świata” była ze mną, ciągle widziałem staruszka, który podwiązuje pomidory, który byłby prorokiem, ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcia. I naprawdę uważam, że „Piosenka o końcu świata” to jeden z najpiękniejszych i najważniejszych światów poetyckich, jakie ktokolwiek kiedykolwiek odkrył.

Teraz wracam.