śpiewaj, Kasia, nie daj się prosić

Mija pięć lat. Trudno uwierzyć, że aż tyle. 2 sierpnia 2007 roku odeszła moja Babcia, Agnieszka Gabig, była dosłownie jak Babette z opowiadania Karen Blixen – genialnie wyrafinowana mistrzyni kuchni. Tego samego dnia Maciej Kowalewski zatrudnił mnie w Teatrze Na Woli, wielka, wspaniała przygoda. Teatr Na Woli staje się właśnie jedynie sceną Teatru Dramatycznego, i trudno to zrozumieć i przeboleć. Tego samego dnia wyszła moja powieść „Bądź moim Bogiem”, osnuta wokół losów Wiery Gran. Wiera Gran żyła jeszcze i zawiozłem jej tę książkę do Paryża, przy łóżku w Domu Świętego Kazimierza przeczytałem jej fragmenty, które jej dotyczyły. Zostawiłem książkę z dedykacją na stoliku, na którym leżały też jej fotosy i artykuł z jakiejś gazety, który poświadczał, że była znaną pieśniarką. Wiera Gran odeszła dwa miesiące później. To spotkanie opisałem w książeczce do wydanej przez Polskie Nagrania płyty „Legendarna Wiera Gran”.

Z wielu powodów 2 sierpnia jest dla mnie znaczący. Jakby tego dnia stykały się światy. Jakby czas się domykał. Przemijanie i życie. Koniec i początek. Albo odwrotnie.

zawsze fragment, Agnieszka Gabig

Chciałem dzisiaj jakoś pobyć z Babcią. Pomyślałem, że muszę zjeść coś prostego, ale wyrafinowanego. Coś, co by lubiła, co by jej smakowało. I nagle w jednej z knajpek okazało się, że serwują chłodnik z selerem naciowym, miętą i sorbetem cytrynowym, do tego kurki w śmietanie ze szczypiorem i z goździkami. Wspaniale proste, wspaniale wyrafinowane. Pomyślałem, że dobrze by się nam rozmawiało przy tym obiedzie. Zjadłem więc, zamiast światełka na grobie, którego nie mogłem zapalić, będąc daleko.

Może jeszcze posłucham Kasi Sobczyk, którą lubiła. Wspominała, jak jadąc pociągiem do Lublina, na ślub syna (a właśnie w poniedziałek minęła rocznica ślubu wujka i cioci), poznała w pociągu Kasię Sobczyk, która jechała ze swoją mamą. I pasażerowie prosili, żeby śpiewała. A mama Kasi Sobczyk mówiła: śpiewaj, Kasia, nie daj się prosić. I Kasia śpiewała, że trzynastego nawet w grudniu jest wiosna.

I nie ma już mojej Babci, Wiery Gran, Teatru Na Woli właściwie też już nie ma jako niezależnego teatru, i Kasi Sobczyk już nie ma. I tylko jakieś sceny, jakieś słowa, jakieś fragmenty. Na szczęście zawsze jest fragment. Życie. Uczta. Gorzka, słodka, słona, kwaśna. Uczta, ze wszystkimi przyprawami, które potwierdzają, że jest. Życie.

Karen Blixen, z „Uczty Babette”: „Niby za sprawą magicznych sił zjawił się wymaglowany obrus i wyczyszczona zastawa, i tylko Babette wiedziała, skąd się wzięły kieliszki i karafki”.