Musimy protestować wszyscy

Mam nadzieję, że wpadnę tu wieczorem i skrobnę więcej. Na razie pozwalam sobie przedrukować z wortalu e-teatr.pl głos Henryka Baranowskiego w sprawie teatru, a szerzej kultury, który traktuję absolutnie ideowo, mógłbym się podpisać pod każdym zdaniem, też uważam, że protestować musimy wszyscy, na swój sposób. Pod tekstem pana Henryka Baranowskiego kolejna odsłona Kanonu na nowy blog, czyli 5 najważniejszych książek, tym razem aktorka Elżbieta Czerwińska.

A teraz już ważny głos w sprawie kultury. List Macieja Nowaka można też znaleźć na wortalu e-teatr.

Henryk Baranowski

Musimy protestować wszyscy i to zdecydowanie przeciwko cynizmowi polityków, przed zamianą naszego społeczeństwa w zorganizowaną liberalno-kapitalistyczną hodowlę bez wyższych potrzeb duchowych – pisze reżyser Henryk Baranowski w liście do Macieja Nowaka.

Drogi Macieju, napisałeś znakomitą analizę „Dwa Teatry”, ale na mój gust nieco za delikatną. Uzupełniając twoją wypowiedź napisałbym, że teatry publiczne to w tej chwili jedyne miejsce edukacji kulturalnego człowieka. W szkołach wytrzebiono klasykę literacką, zastąpiono ją kilkoma brykami, telewizja też się nie zajmuje ambitną literaturą, sztuką i edukacją, ale uczy jak kupić, zabić, kraść i kręcić polityczne lody, atakując nasze umysły wściekłością, chamstwem i bełkotem. Zniszczono teatr telewizji przez ostatnie 10 lat oraz inne formy uczestnictwa w sztuce i kulturze wyższej. Widać wyraźnie, że rządowi chodzi o ogłupienie społeczeństwa, bo łatwiej nim manipulować i uzależnić od najprostszych rozrywek.

Przecież choćby w Rosji w najlepszym czasie antenowym, co tydzień odbywają się rozmowy prowadzone przez Wiktora Jerofiejewa, a inny program przez Michaiła Szwydkoi (były minister kultury), właśnie o sztuce, literaturze, etyce, filozofii itp. Dlaczego nasze społeczeństwo straciło te możliwości? Miejsca, ostatnie bastiony myślenia o lepszej i mądrzejszej przyszłości, o kreatywiźmie człowieka, są jeszcze w teatrach publicznych. Teatry prywatne w Polsce są rzeczywiście w przewadze komercyjne i pasożytują z konieczności na artystach zatrudnionych w sektorze publicznym.

Ale tak niekoniecznie jest w Niemczech. Pomijając fakt, że teatrów państwowych i miejskich ze stałymi zespołami i to dużo bardziej rozbudowanymi (łączenie dramatu, opery, filharmonii i baletu lub teatrów tańca często pod jednym dachem i jedną dyrekcją) jest wielokrotnie więcej i nawet w czasach kryzysu, żaden polityk nie odważyłby się tych – wielokrotnie bogatszych od naszych – zespołów zlikwidować. W Niemczech, ponadto, są budynki teatralne bez zespołów, ale z dużym budżetem wspomagającym teatry prywatne, które produkują nie tylko komercję. Objazd zapewnia im eksploatację także większych inscenizacji, a to dzięki sieci scen z budżetem lokalnym.

Dążenie do prywatyzacji teatrów w Polsce przy bardzo wąskiej grupie średnio zarabiającej, doprowadzi do skrajnej konkurencji komercyjnej, gdzie problemy światopoglądowe osiągną zerowy stopień edukacyjny. Jeżeli w bogatym społeczeństwie USA spustoszenie dokonane przez koncepcję liberalną w teatrach to gigantyczna dziura, którą czasami próbują choć trochę zasypać teatry uniwersyteckie, dysponujące lokalnym budżetem i małymi zespołami aktorów uzupełnianymi przez studentów i aktorów rynkowych, to co dopiero będzie w Polsce?

Faktem jest duże obniżenie jakości produkcji w teatrach publicznych, ale wystarczyłoby wprowadzić kontrakty kilkusezonowe (a potem etaty stałe) i to dla wszystkich pracowników teatrów, a nie tylko artystycznych, a natychmiast zwiększy się dynamika zespołów i ich potencjał twórczy. Druga sprawa to dyrektorzy. Prawdę mówiąc nigdzie nie ma nawet porządnych kursów przygotowawczych dla dyrektorów, zarówno administracyjnych, jak i artystycznych. Tym powinien się zająć ZASP, przekształcony w związek zawodowy, wymuszający na Ministerstwie Kultury, na samorządach i parlamencie konieczność rozmowy i wpływ ustawodawczy a nie – jak do dzisiaj – rozmowy z łaski.

Trzeci element w teatrze publicznym to nieobecność dramaturgów. W tej chwili to ogromnie ważna funkcja, która nie tylko zdynamizowałaby pracę reżyserów, układanie i eksploatację repertuaru, ale także miałaby wpływ na to, co się o teatrach pisze w prasie, a pisze się niezbyt mądrze. Moda na agresywne niszczenie i wylewanie pomyj przeszła z polityki do dyskusji o twórczości. Dramaturdzy, jako praktycy teatru mogliby reagować kontr-artykułami na jakość krytyki teatralnej, zmuszając ją do głębszej refleksji i do rozbicia jej monopolu na wytyczanie kierunków rozwoju sztuki scenicznej i jej wartościowanie.

A co z teatrem operowym w Polsce? Nie dość, że jest często zarządzany przez ludzi nie mających żadnego pojęcia ani o muzyce, ani o teatrze, że finansowanie jest na bardzo niskim poziomie, to jeszcze zmierza on do komercji, a to oznacza likwidacją zespołów, ucieczkę muzyków i śpiewaków za granicę i pozostawienie w kraju wszystkiego, co poniżej przeciętności. I o to chodzi!!! A budynki będą zarabiały na administrację i dyrektora wynajmami, jak to już się dzieje i to z wielkim zrozumieniem władz w kilku operach.

Im niżej zawieszona poprzeczka, tym mniej wrażliwe społeczeństwo i tym łatwiejsze do trzymania za mordę. Czy naprawdę naszym przesłaniem cywilizacyjnym jest „Nowy Wspaniały Świat” Huxleya? Wygląda na to, że tak. Musimy protestować wszyscy i to zdecydowanie przeciwko cynizmowi polityków, przed zamianą naszego społeczeństwa w zorganizowaną liberalno-kapitalistyczną hodowlę bez wyższych potrzeb duchowych. Takim protestem są z pewnością zainteresowane wszystkie związki twórcze, naukowe, wydawnicze i edukacyjne. W TVP warto by zastąpić wieloletnie bicie piany politycznej o żenującym poziomie etycznym, propagujące nienawiść i agresję jako styl społecznej wymiany „poglądów”, merytorycznymi programami konsultowanymi przez wyżej wymienione organizacje. To kilka aspektów dróg naprawy.

Pozdrawiam

Henryk Baranowski 27-01-2011

*

Kanon na nowy blog, odc. 5

Dzisiaj wybór swoich najważniejszych książek przygotowała

Elżbieta Czerwińska, aktorka

1. Dzieciństwo – MAŁA KSIĘŻNICZKA I TAJEMNICZY OGRÓD Frances Hodgson Burnett – obie książki przeczytałam w wieku 10 lat i zabrałam je ze sobą w daleką podróż do Peru. Przeczytałam je niezliczoną ilość razy. TAJEMNICZY OGRÓD oczarował mnie swoim klimatem i prostym przesłaniem, że nie warto zamykać się za murem swoich uprzedzeń i ograniczających przekonań, lepiej uzewnętrznić swoją wrażliwość i czerpać siłę z zaufania do samego siebie. MAŁA KSIĘŻNICZKA długo była dla mnie wzorem do naśladowania. Historia dziewczynki, która miała wszystko, co mógł ofiarować jej los, następnie to straciła i znów odzyskała, nie tracąc przy tym nic z samej siebie, urzekła mnie  i na zawsze wpoiła przekonanie, że bez względu na okoliczności i to, co nas w życiu spotyka, warto być sobą i spoglądać na życie z centralnego punktu Koła Fortuny pozostając tą samą osobą w dniach triumfu i klęski.

2. W POSZUKIWANIU STRACONEGO CZASU Marcela Prousta to książka, do której wracałam wielokrotnie, szczególnie do pierwszego i ostatniego tomu. Proust traktuje czas jak spiralę, biegnącą w głąb i przypomina, że istnieliśmy duchowo już w naszych przodkach i istnieć będziemy jeszcze długo po fizycznej śmierci w tym, co stworzyliśmy, dlatego sztuka, pojęta jako nasze duchowe dziedzictwo jest tym, czemu warto poświęcić życie.

3. BRACIA KARAMAZOW, IDIOTA, w ogóle cały Fiodor Dostojewski otworzył mnie na ciemną stronę natury ludzkiej i poruszył moją duszę i serce długo zanim nauczyłam się go rozumieć.

4. OPOWIADANIA Karen Blixen, szczególnie „Burza” i „Uczta Babette” to pochwała artysty, który pozostaje nim na zawsze, nawet w niesprzyjających i ograniczających go okolicznościach, niezmiennie szukając możliwości wyrażenia swojej sztuki.

5. MIŁOŚĆ W CZASACH ZARAZY G.G. Marqueza, bo jest najpiękniejszą historią o miłości, jaką kiedykolwiek czytałam.

*

Z ostatniej chwili. Instytut Yad Vashem umieścił w sieci zbiór 130 tysięcy zdjęć z czasu Holokaustu. Natychmiast znalazłem w tym zbiorze zdjęcie, którego nie znałem. To fotografia ukochanej siostry Franza Kafki, Ottli, zrobiona w Łodzi. Siostry Kafki mieszkały w Łodzi, o ironio, przy ulicy Franciszkańskiej, czyli Franzstrasse. Gdybym trafił na tę fotografię pisząc „Bagaże Franza K.” pewnie wykorzystałbym na okładce.  Uśmiech, którego nie zapomnę.

Ottla David, siostra Franza Kafki