powroty, koty, lewitacje

Przyjaciele wracają z wakacji, z podróży, ciszy i wyłączenia. To miły czas, towarzyski, powrót do życia – spotkania, rozmowy, opowieści, które nie mają końca. I właściwie trudno się nagadać. Z przyjemnością spotykam się teraz z przyjaciółmi i znajomymi. Wyruszam znad swojego biurka do Warszawy. Tutaj czuję się jak na wsi. I kiedy nagle jadę do przyjaciół, to jakbym był na wycieczce. Zaludnione ulice, gwarne kafejki, na placu Zbawiciela istne szaleństwo, tylu amatorów spotkań, co pod Planem B, to w ogóle nie pamiętam. Rozedrgana ulica Foksal z coraz lepszymi knajpkami. W ogóle z pewnym oszołomieniem poruszam się po mieście.

Tutaj przeciągają się koty. Znalazłem dom jednemu z czwórki małych. Kiedy schodzą ze swojego kociego gniazda jeż potrafi wylegiwać się na nim dokładnie w ten sam sposób. Róże kwitną i budleja obsypana maleńkimi kwiatami, które za chwilę powinny przyciągać motyle. Sroki przechodzą ogrodem jakby były na defiladzie. Magnolia ma nieustanną fazę wzrostu. Na biurku, przy łóżku, na stoliku zawsze jakaś książka, która warto podczytać, jeśli nie przeczytać. Poza tym robię dokumentację do nowej książki. Robię notatki, dużo notatek. Wrzucam je do pudełka, kiedy będę gotowy otworzę je i zacznę pisać. A lęgną mi się w głowie w tej chwili ze trzy bardzo ciekawe, warte podjęcia historie. Jedną z nich dokumentuję od miesięcy.

A tutaj zdarza się nawet, że koty omal lewitują. Jak Tutka na załączonym zdjęciu. Rozbawiła mnie swoją pozą. I zawsze jest coś do napisania. Bo a to wywiad trzeba spisać, a to trzeba go zredagować, a to przymierzyć się do następnego. A to wrócić do jakiegoś filmu, który zapadł w pamięć albo obejrzeć nowy.

Wszystko wraca do życia. I praca wraca do życia. I chce się na tę wycieczkę, i chce się zostać z kotami.

Dzisiaj wyszedł sierpniowy numer „Zwierciadła” z moją rozmową ze Stanisławą Celińską, i zjawiskową, moim zdaniem sesją, którą zrobił Rafał Masłow. Polecam.