Przysięga Gertrudy

Tak wpaść bez opamiętania w czyjąś biografię, aż ma się ochotę po prostu tę biografię przytulić. Od kilku, może kilkunastu tygodni na moim biurku leżała wydana przez PWN książka Rama Orena „Przysięga Gertrudy. Opowieść o miłości i dobroci w czasie wojny i Zagłady”. Dopiero wczoraj po nią sięgnąłem. I nie mogłem się od niej oderwać. Jak zrozumiałem ze stron redakcyjnych, książka wyszła najpierw w Izraelu, później w Stanach. Teraz wyszła w Polsce. To historia urodzonej w 1902 roku nauczycielki Gertrudy Babilińskiej, bohaterki, Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata, dla mnie jeszcze bliższa przez fakt, że pochodziła z mojego miasta, Starogardu Gdańskiego, a nigdy wcześniej o niej nie słyszałem. Dość powiedzieć, że w 1997 roku amerykanie nakręcili film o Babilińskiej „Rescuers: Stories of Courage: Two Women” wyprodukowany przez…Barbrę Streisand. Babilińską zagrała Elizabeth Perkins. Muszę do tego filmu dotrzeć.

Biografia Gertrudy Babilińskiej omal niewiarygodna, bo jak to wszystko mogło się przydarzyć, i jak ona to wszystko mogła przetrwać? Ale po kolei. Młoda Gertruda Babilińska dorasta w Starogardzie, dużo czyta, uczy się języków, zna doskonale niemiecki, jak większość mieszkańców Pomorza wtedy. Zostaje nauczycielką. Jest oddana swojej pracy. Ma prawie trzydzieści pięć lat, kiedy poznaje Zygmunta Komorowskiego, światowca. Zakochują się w sobie. Nadchodzi dzień ślubu. Ale Komorowski ucieka sprzed ołtarza. To znaczy w kościele (w Starogardzie) pojawia się posłaniec z wiadomością, że ślubu nie będzie. Gertruda nic z tego nie rozumie, pogrąża się w rozpaczy, ale że jest kobietą czynu po kilku dniach postanawia zmienić swoje życie i wyrusza do Warszawy.

I tu właściwie rozpoczyna się niezwykła historia jej życia. Otóż znajduje ogłoszenie o pracy opiekunki. Stawia się pod wskazanym adresem. To elegancki pałac w Alejach Ujazdowskich należący do zamożnej żydowskiej rodziny Stołowickich. Kiedy już ma zostać zatrudniona, zaczyna się wahać, jest katoliczką, jak miałaby się zajmować żydowskim dzieckiem? Pani Stołowicka przekonuje Gertrudę, ale ta wraca pociągiem do Starogardu, żeby poradzić się księdza, który tłumaczy jej, że ludzie są dobrzy i źli, i tylko tym można się kierować w relacjach z nimi, nie wyznaniem. Przekonana wraca do Warszawy i ponownie udaje się w Aleje Ujazdowskie, gdzie zostaje zaangażowana do opieki nad małym Michałem Stołowickim. Już na początku daje o sobie znać jej odwaga, niezależność i konsekwencja. Tylko dzięki jej determinacji chłopiec nie zostaje porwany dla okupu. Potem zaczynają się przedwojenne napięcia.

Kiedy Niemcy wkraczają do Warszawy, Stołowicki jest w Paryżu i negocjuje warunki kontraktu na budowę kolei. Zaś pani Stołowicka pakuje do cadillaca to, co można wywieźć i zabierając ze sobą syna i Gertrudę wyrusza do Wilna. Auto prowadzi Emil, oddany wydawałoby się szofer, jednak staje na drodze tym planom. Kiedy trafiają do Wilna, są już bez dobytku. Gertruda bierze sprawy w swoje ręce, postanawia znaleźć jakieś lokum. Tymczasem pani Stołowicka zaczyna ciężko chorować, przechodzi poważny zawał, przed śmiercią daje Gertrudzie swoją ślubną obrączkę i prosi, żeby Gertruda wywiozła chłopca do Palestyny. Gertruda składa przysięgę. Akcja książki dzieje się na wielu planach. Pan Stołowicki jest we Francji, później we Włoszech, w końcu zostaje wywieziony do Auschwitz. Gertruda walczy każdego dnia o życie żydowskiego chłopca, walczy jak o własnego syna, jest zdeterminowana i tylko ta miłość i determinacja darowują kolejny dzień.

Wychodzi cało z wszelkich opresji, nawet kiedy trafia do katowni gestapo. Spotyka ludzi dobrych i złych. Wśród nich jest esesman Karl Rinke, który miał żonę Żydówkę, i któremu udało się wysłać przed wojną córkę do Palestyny. Dzięki niemu Gertruda i Michał po raz kolejny zachowują życie. Opowieść o Rinkem to jeden z ciekawszych wątków tej bogatej w zdarzenia książki. W Wilnie udaje się też Gertrudzie uratować kilka osób. Nie ma takiego zdarzenia, takiego zła, które mogłoby ją osłabić. Musi wypełnić daną pani Stołowickiej przysięgę. Kończy się wojna. Wraca do Warszawy. Na pałacu Stołowickich na jakimś gwoździu wisi przechylona swastyka. W pałacu biurka i maszyny do pisania, Niemcy z niego uciekli. Gertruda zrobi wszystko, żeby pojechać z Michałem do Palestyny. Jak wszystko w jej życiu i to nie może się odbyć bez niebezpiecznych zdarzeń. Wsiada na statek „Prezydent Warfield”, którym płynie 4500 ocalonych z Holokaustu,  walczyła jak lwica o miejsce na nim, bo nie była Żydówką i mimo tego, co zrobiła dla Michała, nie było na statku miejsca dla niej. Ta podróż to też  arcyciekawy wątek. Jest rok 1947 i Brytyjczycy nie chcą dopuścić, by trafił na miejsce przeznaczenia. Piszę dosyć ogólnie, bo pełno w tej historii zwrotów akcji, a nie chcę odbierać ciekawej lektury.

Gertruda postanowiła zostać w Palestynie, zostać z Michałem, po tym wszystkim przecież była jego matką. Kiedy Michał odzyskuje część rodzinnych pieniędzy, postanawia dać Gertrudzie połowę. Razem jadą do Starogardu, gdzie w biedzie żyją jej starzy i chorzy rodzice. Gertruda zostawia im te pieniądze. Wie, że to ostatnie spotkanie, że już z Izraela nigdy nie wyjedzie. Gertruda Babilińska zmarła w 1995 roku, została pochowana dwukrotnie, bo i tu nastąpiły nieoczekiwane zdarzenia. Jej grób jest na cmentarzu Kiriat Szaul w Tel Awiwie. Michał żyje do dzisiaj. To między innymi on opowiedział pisarzowi Ramowi Orenowi tę fascynującą, pełną zwrotów akcji biografię niezłomnej i bohaterskiej nauczycielki.

Chciałbym coś zrobić dla Gertrudy. Chciałbym zawalczyć o to, aby w Starogardzie któraś z ulic, albo jakiś skwer nosiły jej imię. Przez tę książkę bardzo się z Gertrudą zżyłem. Żałuję, że nie miałem okazji jej poznać. Kiedyś zawiozę jej kamyk ze Starogardu, i położę na grobie. Chociaż tyle.