Czysta ojczysta

Pisałem. Nie zaglądałem tutaj. A w ogrodzie biała hortensja kwitnie po raz drugi, zrzuca zasuszone słońcem płatki i odsłania nowe, tym razem zielone. Inne hortensje wybuchają raz po raz wielkimi i ciężkimi kwiatami, niektóre muszę podpierać patykami, żeby nie leżały na ziemi. Pnąca róża zaatakowana przez mszyce, udało się na szczęście zatrzymać tę inwazję preparatem do róż. Magnolia, którą nazywam Magnolcią w ciągu ledwie dwóch miesięcy wyrosła nieprawdopodobnie. To była tylko gałązka. Teraz ma wielkie liście, wypuściła też kilka nowych gałęzi. Glicynie przed domem też z małych krzewów, zawijają się na krokwiach, gdyby je rozłożyć, to miałyby pewnie ze dwa metry, może więcej. Bardzo jestem ciekawy drzewka oliwkowego, które na razie w doniczce w ogrodzie, ale będzie je trzeba na zimę do domu, jednak Grecja to tu nie jest. Ale jakoś przetrwały rośliny przedwczorajszą ciężką burzę. Złamała się jedynie gałązka jednej hortensji. Stoi teraz w wodzie, na biurku, i miło jest na nią patrzeć. Koty nocami szaleją. Martwi mnie jedynie, że mama Alfa, w ogrodzie obok, urodziła kilka tygodni temu (bo na takie wyglądają) trzy kociaki. Martwi mnie, bo trudno jest tym kotom przetrwać zimę, poza tym są dzikie, szybko się chowają na drzewach i nawet trudno byłoby im znaleźć dom.

Projekt Kasia Osipowicz

W sobotę w Koneserze, w Teatrze Konsekwentnym premiera „Gry” w reżyserii Adama Sajnuka, z fantastyczną Małgorzatą Rożniatowską. Może i jestem wobec niej bezkrytyczny, ale naprawdę mnie porwała. Scena rozmowy z synem to bodaj najlepsza scena w spektaklu, Rożniatowska jest w niej ostra, apodyktyczna, chce walczyć o syna za wszelką cenę, nawet jeśli on tego nie chce. Nieważne. Spektakl kończy fenomenalny blues w jej wykonaniu, naprawdę brzmi chwilami jak Ella Fitzgerald. Małgorzata Rożniatowska to dzisiaj w Warszawie jedna z najciekawszych i najbardziej charyzmatycznych aktorek swojego pokolenia. Obserwuję z roli na rolę, to, jak przykuwa uwagę, jak obecna jest jej obecność. Sceniczne zwierzę. „Gra” to adaptacja opowiadań Dorothy Parker, rzecz dotyczy relacji damsko-męskich, a właściwie tego, jak mężczyźni kobiet nie rozumieją, i zapewne odwrotnie. W spektaklu na uwagę zasługują też Mariusz Drężek i Adam Sajnuk. Spektakl jest lżejszy, wakacyjny, chociaż czy ja wiem, w sumie w kilku miejscach daje po głowie, więc nie będę naklejał etykietki lekkiego gatunku. Ale w tej wizycie na Pradze ucieszyło mnie coś jeszcze. Tłumy ludzi idących mostem na drugą stronę Wisły. To nie jest takie oczywiste. Widać stadion jednak zintegrował oba brzegi. Zawsze mnie smuciło, że rzeka dzieli miasto, a nie łączy. Zupełnie nie odniosłem takiego wrażenia wczoraj, pewnie też w związku z imprezami „wiankowymi”, jakie się wczoraj odbywały. Poza tym od lat mówi się o rewitalizacji fabryki wódek Koneser, o stworzeniu tam ośrodka artystycznego. Taką próbą miał być Teatr Wytwórnia. Na początku pewnie był. Nikomu jednak nie udała się dłuższa współpraca z tym teatrem, a już na pewno nikomu nie udała się przyjaźń czy miłość do tego miejsca. Miejsce po zburzonym Teatrze Wytwórnia boli. Jednak najważniejsi są ludzi, nie wykalkulowane plany. To ludzie tworzą atmosferę miejsc. Na dziedzińcu Konesera wysypany piasek, jak na plaży, rozstawione leżaki z logo Teatru, obok teatru miła knajpka Czysta Ojczysta. Dobra energia weszła tam razem z fajnymi i otwartymi ludźmi. Lata samorządowo-polityczno-biznesowych wysiłków stworzenia artystycznego miejsca nie sprawdziły się. Krótka działalność konsekwentnych Konsekwentnych dała temu miejscu życie. I niech żyje! Jak najdłużej.