Przebudzenie

proj. Fryderyk Klyszcz, foto Łukasz Murgrabia

Znałem tekst „Przebudzenia” Shelagh Stephenson, autorki „Pamięci wody”, bo czytałem go przygotowując się do spotkania z artystami tworzącymi spektakl, jakie w ubiegłym tygodniu prowadziłem w Gazecie Wyborczej. Wczoraj poszedłem zobaczyć spektakl w Teatrze Syrena. Mam poczucie, że Redbad Klijnstra, który ten spektakl reżyserował wyciągnął z niego więcej niż maksimum. Myślę nawet, że podniósł ten tekst o poziomy tworząc swój niezwykle precyzyjny i konsekwentny spektakl, czytając go w kontekście rodzinnym, społecznym, politycznym, nawet globalnym.

Od pierwszej sceny widz ma poczucie przyglądania się, czy też podglądania mieszkania Lii i Nicka, których syn, Adam wyruszył w podróż dookoła świata, ale z niej nie wrócił. Dowiadujemy się, że był zamach bombowy gdzieś, gdzie być  może był Adam. Ale ciała nie znaleziono. Lia, autorka książek historycznych (wspaniała Danuta Stenka) ma potrzebę działania, które pozwoli przezwyciężyć beznadzieję. Szuka wszelkich możliwości, kiedy racjonalne sposoby poszukiwania syna zawodzą, prosi o pomoc tych, którzy powołują się na swoje nadprzyrodzone możliwości (np. „jasnowidzka” Joyce grana przez Krystynę Tkacz). Nick (Wojciech Malajkat) nie umie się w tym odnaleźć, chce chociaż chwili normalności, choćby wyjść z domu. Chciałby, żeby wszystko wróciło do normy, ale inaczej, niż chce tego Lia. Być może dlatego w jednej ze scen Lia wypomina jego bierność, bo przecież nie jest biologicznym ojcem chłopaka. Jest też dziadek, cyniczny polityk i jego młoda kochanka uprawiająca telewizyjne dziennikarstwo kopniakowe – za wszelką cenę stara się namówić Lię do udziału  w programie o zaginięciu Nicka. W końcu pojawia się też „przybysz”, „obcy” a może „swój”, który ma to wszystko naprawić albo zrekompensować albo po prostu ma coś uświadomić albo zepsuć. Trochę tu enigmatycznie, ale nie lubię wyjawiać zbyt wiele, zwłaszcza jeśli dramaturgia oparta jest na zaskoczeniu.

Od tego momentu życie Lii i Nicka zostaje wywrócone do góry nogami, może nie odbywają się tu jeszcze „Funny games” ani „Nóż w wodzie”, ale już nic nie może zostać takie samo. Atmosfera gęstnieje, napięcie rośnie, prawda i urojenia mieszają się. Zaczyna być nieznośnie, niewygodnie, chwilami naprawdę boleśnie. Lia, która przez prawie cały spektakl stara się być stonowana, chować emocje, również przed sobą, która bez wątpienia je w sobie zasznurowała dojdzie do momentu krytycznego. Sprawy wymykają się spod kontroli. To naprawdę wspaniale zagrana, mocna i precyzyjna rola, którą trzeba zobaczyć. I chyba powstał też ważny spektakl o jakiejś współodpowiedzialności, o uśpionej czujności, o życiu zamiast, tak naprawdę o dojmującej pustce, trudnej nawet do uświadomienia. Od pierwszych chwil, od „Lascia Ch’io Pianga” Haendla, które wraca w tym spektaklu jak coda, które nadaje mu rytm i nadaje mu jakiejś barokowej umowności, wiadomo już, że ten teatr, który się odgrywa przed naszymi oczami zaboli bardziej, wybrzmi mocniej. „Przebudzenie” w Teatrze Syrena daje po głowie, bo nie może być inaczej. A pod powiekami choćby scena konfrontacji, jaka odbywa się między Lią, Nickiem i tym trzecim, który się pojawił – dojmująca bezradność sięgająca granicy zwariowania. Danuta Stenka mówiła, że nie zagrała dotąd takiej wymagającej roli. I coś w tym jest. Spektakl godzien zobaczenia. Może jedynie pierwszej części przydałyby się nożyczki. A może po prostu żyjąc swoim życiem ta pierwsza część nabierze jeszcze rytmu i tempa. Widziałem przecież pierwszy spektakl po sobotniej premierze.

Dzisiaj w TVP trafiłem na dawny program, który oglądałem jako dorastający chłopak, z cyklu „100 pytań do…”  Tym razem na pytania dziennikarzy odpowiadał Aleksander Bardini, cóż za postać, inteligencja i erudycja. Jaka przewrotność myślenia. Zapytany na końcu o to, co robi, że zawsze z rozmów telewizyjnych wychodzi obronną ręką, odpowiedział: „Wiem, że w sklepie, który prowadzę jest niewiele. Ale nie handluję cudzym. I nie sprzedaję więcej niż mam”. Tak sobie myślę, oglądając już nie po raz pierwszy powtórkę „100 pytań do…”, że warto by coś takiego wskrzesić. Pokazywać autorytety i ważne postaci, których wypowiedzi iskrzą, zapalają do myślenia.

PS: Podoba mi się nowa grafika identyfikująca Teatr Syrena, liternictwo, w stylu pism z lat 60. czy 70. Bardzo teraz wyróżniająca ten teatr graficznie. A także nowa strona internetowa teatru.

PS2: Bardzo zapraszam jutro (wtorek) na godz. 19.00 do klubokawiarni reporterów Wrzenie Świata przy ul. Gałczyńskiego (na tyłach Nowego Światu), gdzie będę miał przyjemność prowadzić promocję książki Anny Boleckiej „Cadyk i dziewczyna”, o której tyle tutaj dobrego pisałem.