Franz, Dora, Wiera, Chardon Lagache…

Od kilku miesięcy zabieram się za dopisanie nowego rozdziału do mojej dawnej książki „Bagaże Franza K.”, którą chciałbym wydać w formie e-booka, a od czasu, kiedy wyszła dużo się wydarzyło – od znaleziska w Izraelu – rękopisy z archiwum Maxa Broda, przez moje kontakty choćby z rodziną Dory Diamant, po jedyny wywiad, jakiego udzieliła siostrzenica Kafki, Vera. No tak, ale życiorys rośnie przez pączkowanie i tak się zabieram i nie zabieram. I nagle wczoraj uznałem, że dobrze, że dotąd tego nie napisałem… Choć od wydania tej książki minęło osiem lat, ciągle spod ziemi wyłania się coś, co wcześniej było ukryte. Wczoraj napisał do mnie pewien Czytelnik z Będzina, który pracuje akurat nad słownikiem Żydów z Będzina, więc i rodziny Dory Diamant i przysłał mi garść odnalezionych właśnie faktów plus fotografię Dawida Dymanta, brata Dory. Natychmiast posłałem tę fotografię do bratanka Dory, do Izraela. Okazało się, że to zdjęcie jego ojca – zdjęcie, którego nie znał, zrobiono w 1940 roku w Będzinie. Wzruszony i podekscytowany przysyłał mi kolejne smsy i maile z pytaniami, które przesyłałem do Będzina, i znów coś rekonstruujemy. Dawid Dymant, brat Dory i ojciec Zvi, którego całą rodzinę poznałem w Tel Awiwie, w czasie wojny stracił swoją pierwszą żonę i troje dzieci. Później wyjechał do Izraela i już tam urodził się Zvi. Ekscytujące takie tropienie faktów.

I właśnie wczoraj, kiedy wymieniałem smsy ze Zvi Diamantem, w telewizyjnej dwójce pokazano film dokumentalny o Wierze Gran, autorstwa Marii Zmarz-Koczanowicz i Agaty Tuszyńskiej, innej bohaterce mojej innej książki „Bądź moim Bogiem”. Mocny, wstrząsający film, i znów ta historia wróciła do mnie jak żywa. Głos Wiery Gran, jej drobna sylwetka, jej nie znoszący sprzeciwu ton, urojenia w ostatnim okresie jej życia, jej walka o godność wbrew przeciwnościom, wbrew własnej chorobie. Dla mnie najbardziej uderzający był jej monolog w maleńkim zagraconym mieszkaniu przy Chardon Lagache, w którym mówi, że nic jej się nie chce, że żyć jej się nie chce, że okna zasłonięte od rana do nocy, bo takie brudne okna, że już nic przez nie nie widać, a nie ma kto tych okien umyć, i że nic tylko dzień i noc siedzi przy świetle elektrycznym. Przecież wiem, że siedziała i strzegła akt swojej sprawy. Tragiczna postać, dla której nie było ratunku. Jest w tym filmie jeszcze jeden fragment, który uderza. To rozmowa ze Stefanią Grodzieńską, która chyba po raz pierwszy otwarcie powiedziała, że była w getcie. Przez całe życie ten fakt zostawiała dla siebie. Nie chciała mówić publicznie. Kiedy pisałem „Bagaże Franza K.”, a w tej książce rozdział o artystach w getcie warszawskim, ktoś poradził mi abym skonsultował go z panią Stefanią Grodzieńską. Zgodziła się. Pod warunkiem, że jej nazwisko nie ukaże się w książce. Przeczytała. Odniosła się do niego. Zapytałem, dlaczego nie chce mówić o przeszłości. Powiedziała: „Bo ja proszę pana jestem kabareciara. A kabaret nie znosi martyrologii”. Nawet we wstępie do ważnej książki o getcie napisanej przez jej bliską przyjaciółkę Krystynę Żywulską „Pusta woda” napisała tak, żeby nie napisać, że tam była. Dlatego to wczorajsze wyznanie w filmie o Wierze Gran tak zapada w pamięć.

Pomówienia i plotki. Niszczycielska siła nienawiści. Jonas Turkow, który robił wszystko, żeby zniszczyć karierę Wiery Gran, jak okazuje się z filmu, pod koniec życia tego żałował. Ten sam Turkow, który był warszawskim przyjacielem Lewiego, przyjaciela Franza Kafki, o którym też tyle pisałem w swojej książce. Nagle te wszystkie wątki, te postaci, bliższe i dalsze wróciły. I nagle, na ułamek sekundy, na chwilę, popatrzyła na mnie Basia Musiałowa, ważna dla mnie osoba, która odeszła w ubiegłym roku. W filmie o Wierze Gran, na wieczorze promującym książkę Agaty Tuszyńskiej siedzi w pierwszym rzędzie, a obok niej mama pani Agaty, dziennikarka Halina Przedborska i Nina Andrycz. Basia patrzy na scenę, patrzy w kamerę, patrzy. Dzisiaj zadzwoniłem do Jurka, Basi męża, żeby mu o tym powiedzieć i żeby nie przegapił czwartkowej powtórki dokumentu w TVP Kultura.