ciąg dalszy

Diane Keaton

Ponieważ ostatni wpis był o zapisywaniu świata, a dzisiaj chciałbym go kontynuować, postanowiłem dać właśnie taki tytuł jaki powyżej. Tyle słowem wyjaśnienia. W sobotnich „Wysokich Obcasach” wspaniały tekst Magdaleny Lankosz „Wszystko o mojej matce” – to historia o próbie zrozumienia siebie i poszukiwaniu harmonii pokazana na relacji aktorki Diane Keaton i jej matki Dorothy. Dorothy zostawiła po sobie 85 tomów pamiętników. Diane nie wie, kiedy jej matka zdążyła to wszystko napisać. Ale zostawiła po sobie przejmującą opowieść kobiety, która poświęciła się rodzinie i która próbuje znaleźć dla siebie miejsce w życiu. Kiedy dzieci dorosły Dorothy została z dojmującą pustką. Szukała swojej artystycznej drogi. Chciała siebie w pełni zrealizować. Z Diane było inaczej. Długo realizowała siebie, a kiedy dotknęła pustego i bolącego miejsca w sobie, zdecydowała się oddać rodzinie. Diane w książce „Then Again”, która jest dialogiem z pamiętnikiem matki pisze, że w wieku 63 lat zajmuje się tym, czym jej matka mając lat 24.

Wiele w tych opublikowanych fragmentach pustki, bólu i potrzeby spełnienia. Poszukiwania. I nie mogę się nie odwołać do dojmującej złotej myśli Zofii Czerwińskiej, którą kiedyś opublikowała: „Najlepsze miejsce na namiot jest zawsze trochę dalej”.

Zaskakujące wyznanie Diane Keaton: „Pamiętam, kiedy mama amatorską kamerą kręciła naszą rodzinną wersję Bonnie i Clyde. Zaproponowała mi rolę Bonnie, a ja żachnęłam się, że chcę być Clyde’em. Chciałam być Warrenem Beatty. Lata później to był podstawowy problem mojego związku z Warrenem. Chciałam nim być, a nie go kochać”.

I zaskakujące wyznanie Dorothy: „Wczoraj powiedziałam sobie: już mi nie zależy. Rozbiłam wszystkie obrazy w domu i cała podłoga jest w szkle, na samej górze spoczywa stłuczony wazon z kwiatami, które przesłała mi Diane. Mam poranione ręce i nogi, siniaki na całym ciele, nawet na twarzy”. I w innym miejscu: „Czasami dom jest taki cichy, że zaczynam biegać po nim w poszukiwaniu hałasu”.

Mam nadzieję, że ta książka zostanie wydana w Polsce. Zapisywanie życia. Jak wiele mówi o nas samych. Jak warto czasem sięgnąć po zeszyt, fragment kartki i po prostu napisać, czyli zobaczyć, czyli usłyszeć siebie, czyli być. Piszę, więc jestem. Jestem, więc piszę. Czytam. Naiwne, ale co innego może powiedzieć człowiek, dla którego pisanie jest poznawaniem świata, często też poznawaniem siebie. Do Życia potrzeba słów. Apokaliptyczną wizję znikania słów przedstawił kiedyś Juan Jose Millas w znakomitej powieści „Porządek alfabetyczny”.

Kiedy zmarł ojciec Diane, Dorothy napisała do niego: „Proszę cię o wielką przysługę, Jack. Proszę, bądź ze mną. Bardzo cię potrzebuję. Kto mnie teraz potrzyma za rękę? Kto mnie przytuli?”

Słowa zostają, żeby uspokoić ból, zagłuszyć ciszę, dać pociechę, zanim same się wyciszą.  Zanim zaczną się gubić. Zanim przestaną rozpoznawać świat. Zanim stracą nad nim kontrolę. I zostaną jedynie białe kartki na brzegu morza, przytwierdzone do rozgrzanego piasku kamieniem. Pisarka Iris Murdoch patrzy na nie, ale nic już nie umie nazwać. Ona, która przez wiele lat pracowała w słowach.