Pochwała powolności

Alice Munro

Maj zawsze był moim miesiącem, jak lato było Muminków. Zresztą ich były wszystkie pory roku. Zrobiło się gęsto, bardzo interesująco, dużo rozmów, spotkań, lektur z obowiązku i dla przyjemności. Dostałem w urodzinowym prezencie tom opowiadań Alice Munro „Kocha, lubi, szanuje”, bardzo sugestywna, wieloznaczna, choć pozornie mocno realistyczna proza, opowiadania na najwyższym literackim poziomie. Czytam z dużą przyjemnością, chociaż czytam małymi łykami, jakbym pił najlepsze czerwone wino. Duża frajda.

Wszedłem dzisiaj do Empiku i wyszedłem przytłoczony pod naporem tych tomów stojących na regałach. Przecież niemożliwe jest, aby to wszystko przeczytać. O istnieniu wielu książek nawet nie słyszałem, a piszę to zdumiony, bo powinienem coś słyszeć np. o tym, że ukazał się zbiór wywiadów prasowych z Tadeuszem Różewiczem, w końcu poetą, którego bardzo cenię. Koniecznie muszę sięgnąć po tę książkę. I tak dalej, i tak dalej. Biografia Eugeniusza Bodo? Chętnie przeczytam. Biografia Kaziemierza Deyny, który pochodził z mojego rodzinnego miasta? Też powinienem i chcę. A nowa powieść Manueli Gretkowskiej? A nowa książka Olgi Tokarczuk? Po prostu ból głowy.

Ale potem słońce i wiatr, chociaż nie od morza, jakkolwiek Warszawa żądałaby do niego dostępu, i to poczucie, że czas jest najwłaściwszy. Że czas jest, bo ktoś go stworzył w ilości nieograniczonej. Że czas to kwestia decyzji. Albo wewnętrznego rytmu, który może być niezależny od narzucanych na nas obowiązków. Albo miejsca nad oceanem, patrzysz w dal i tyle tam świata za horyzontem, tyle tam czasu nie do ogarnięcia. Tylko się uwolnić. Mój tramwaj stoi na przystanku, zaraz odjedzie? To odjedzie beze mnie. Jestem dla siebie ważniejszy. Czytałem wydaną dopiero co przez Drzewo Babel książkę „Pochwała powolności” Carla Honore, faceta, który złapał się na tym, że wymyśla swojemu dziecku jednominutowe bajki, byle szybciej, i nagle uświadomił sobie tę niewolę, w którą popadł na własną prośbę. Zaczął tropić ruch i działania slow food, czyli wolnego jedzenia i slow life, czyli wolnego życia. Ale ta filozofia nie mówi: zwolnij. Mówi: spiesz się, kiedy musisz się spieszyć i zwolnij, kiedy możesz być wolny. Ta filozofia namawia do wyemancypowania się. – Możemy być wolni. Przecież powolne życie nie znaczy ślamazarne. Wystarczy zatrzymać się na chwilę, spojrzeć na coś pięknego, wziąć kilka głębokich oddechów. Dostrzec w sobie to miejsce nad oceanem, na którym można usiąść i zanurzyć nogi w gorącym piasku. Albo dać nura do chłodnej wody. Tylko tyle. Aż tyle.

To właśnie znajduję w prozie Alice Munro. Zatrzymuje. Otwiera oczy. Jest jedną z przyjemności, na które nas stać. A warto dodać, że właśnie powstaje film według twórczości Munro, ma tytuł „Los amantes pasajeros”, a reżyseruje go Pedro Almodovar!

PS: Jutro, we czwartek 24 maja zapraszam na godz. 19.00 na Czerską 8/12, gdzie w ramach cyklu „Teatr, Muzyka, Kino w Gazeta Cafe” rozmawiał będę z Danutą Stenką, Wojciechem Malajkatem i Redbadem Klijnstrą a rozmowa dotyczyć będzie spektaklu „Przebudzenie” w Teatrze Syrena.

EWA LIPSKA

CHWILA

Ta wiewiórka puszysta

ma mi nagle coś ludzkiego do powiedzenia.

Ten motyl usiadł przy mnie

nie ze zwykłego przypadku.

Oko ptaka patrzy na mnie

czyimś znajomym okiem.

Ostrzega mnie krzyk drozda

przed zabiciem czasu.

Skąd ja znam to milczenie

które pada z ust sowy?

Grymas zmęczonej lwicy

zza zbyt ludzkich krat.

Psia wolność

jakże ufnie patrząca mi w oczy

całymi narodami.

To wycie wilka. Samobójstwo ćmy.

Pewnie ktoś bliski woła o pomoc.

Ta chwila

zdarza mi się nagle

i tłucze moim sercem

o chłodne powietrze.

(z tomu „Poezje wybrane”, LSW, Warszawa 1981)