na plaży w Afryce – relacja ze spotkania z Bogusławem Lindą

Bogusław Linda o sobie: z dystansem do sukcesu

...

dow 2012-04-23, ostatnia aktualizacja 2012-04-23 21:57:10.0

Nowa wielka rola filmowa? – Wolałbym opalać się na plaży gdzieś w Afryce – wyznał Bogusław Linda. Ale trudno w to uwierzyć. „Taki aktor – on powinien teraz dostać swoją życiową rolę!” – szeptano w kuluarach.

Gościem spotkania, które odbyło się w poniedziałek w naszej redakcyjnej klubokawiarni w cyklu „Film, muzyka, teatr w Gazeta Cafe”, był Bogusław Linda. Skromny, uroczy, mistrz anegdoty. Opowiadał np. o tym, jak znalazł się w areszcie w Atenach, bo urządził próbę dla aktorów w czasie sjesty. Jak na jego „Przedstawienie pożegnalne”, które w połowie lat 80 reżyserował w Teatrze Studio przyjechali Isaura i Leoncio. Zaimponował w ten sposób całej obsłudze technicznej w teatrze. I o filmach, w których grał w czasach PRL-u, a które po kolei trafiały „na półkę”. – W pewnym momencie byłem najważniejszym „półkownikiem” w tym kraju. Inna sprawa, że ten, kto tak naprawdę chciał zobaczyć te wszystkie tytuły, to je zobaczył. Mnie zaś ta sytuacja nauczyła dystansu do siebie i dystansu do sukcesu.

Ale przede wszystkim opowiadał o teatrze. W sobotę w Teatrze Ateneum odbyła się premiera sztuki „Merylin Mongoł” Nikołaja Kolady w jego reżyserii. Od teatru zaczynał. Zaraz po studiach w krakowskiej PWST grał w Starym Teatrze w Krakowie, Polskim we Wrocławiu, potem Studio w Warszawie. Ale od 20 lat nie wychodził na scenę. – Nie nadaję się do występowania w teatrze, za bardzo się wstydzę, za dużo zdrowia by mnie to kosztowało – tłumaczył.

Wrócił do teatru jako reżyser. I praca ta dała mu ogromną satysfakcję. Ale na wszelki wypadek nie czytał recenzji ze swojego spektaklu. Nie miał odwagi. – Były bardzo dobre – uspokoił go prowadzący Remigiusz Grzela.

(za dzisiejszą Gazetą Stołeczną).

Foto Stefan Romanik/Agencja Gazeta