Do widzenia, panowie urzędnicy, do widzenia!

Gęsty życiorys. Naprawdę. Dopiero, w niedzielę, byłem w Płocku, w Teatrze im. Szaniawskiego na premierze „Żeglarza” Szaniawskiego właśnie, w reżyserii Macieja Kowalewskiego. Piękny, miejscami wzruszający, współcześnie brzmiący spektakl ze świetnymi rolami Mariusza Pogonowskiego i Jacka Mąki. Zainteresowanych odsyłam do recenzji:

recenzja Żeglarza

Wróciłem do Warszawy w nocy, nad ranem w poniedziałek pobudka, lot do Krakowa, w samo południe rozmowa ze Sławomirem Mrożkiem w pięknej kamienicy Wydawnictwa Literackiego przy Długiej. Rozmowa ukaże się w majowym numerze „Zwierciadła”, ale powiem tylko, że była to ostra jazda bez trzymanki, chyba dotąd najtrudniejsze wyzwanie zawodowe. Wróciłem z tej rozmowy pokiereszowany, ale rany już wylizane.

W pociągu czytałem maszynopis książki Józefy Hennelowej „Otwarty, bo powszechny. O Kościele, który może boleć”. Wspaniała książka, która wyjdzie 5 kwietnia nakładem Wydawnictwa Literackiego. To właśnie monolog Hennelowej na Mont Blanc. Oto katolicka publicystka, ważna postać polskiej felietonistyki, wieloletnia autorka i współtwórczyni „Tygodnika Powszechnego” napisała książkę w walce o Kościół, w który wierzy, Kościół „z otwartą głową”, otwarty, bo powszechny, Kościół bez wykluczeń. Hennelowa wytyka Kościołowi pazerność, upatrując w tym jedno z najważniejszych zagrożeń. Wytyka księżom oderwanie od rzeczywistości i wiernych. Wytyka politykom i oszołomom wykorzystywanie Kościoła do swoich celów, a Kościołowi, że w takie gry wchodzi. Krytykuje papieża Piusa XII, że napiętnował księży – robotników, którzy wstępowali do komunistycznych związków zawodowych, a faworyzował Opus Dei. Krytykuje przedstawicieli polskiego Kościoła za to, że nie zdobyli się na obronę Jacka Kuronia, kiedy atakował go Rydzyk. Krytykuje własne środowisko Tygodnika Powszechnego, w tym siebie, że zbyt późno lub wcale zabierał głos w ważnych kwestiach. Józefa Hennelowa napisała tę książkę w walce o Kościół, w jaki wierzy i jakim powinien być. Wspaniała, ważna książka, od której nie można się oderwać. Właściwie przeczytałem w podróży pociągiem z Krakowa do Warszawy.

To był poniedziałek. Wczoraj pisałem. Dzisiaj pisałem. Poza tym dużo emocji wynikających z protestu środowiska teatralnego przeciwko niekompetentnej polityce teatralnej. To w ogóle na oddzielną rozmowę. Żywo mnie to interesuje, przejmuje i czasem nawet mam ochotę krzyknąć przeciwko działalności Biura Kultury w mieście stołecznym Warszawa. Mam ochotę krzyknąć od lat. Krzyczałem zresztą otwarcie na sesjach Rady Warszawy, walcząc o otwarty konkurs na dyrektora Teatru Na Woli, do którego oczywiście nie doszło. Tym razem protest środowiska jest słyszalny. Po spektaklach Warszawskich Spotkań Teatralnych odczytywany jest list, pod którym i ja się podpisałem. Nie mógłbym się nie podpisać. Wczoraj po spektaklu w Teatrze Powszechnym, na którym byłem, list odczytywał Władysław Kowalski. Publiczność przyjęła treść tego protestu owacyjnie. Smutne, jak władza niszczy najważniejszą ze sfer – kulturę. Bo jeśli nie ma kultury, to nie ma rozwoju, nie ma otwartych głów, nie ma szerokiej duszy, nie ma czucia po prostu. Trudno pięknieć bez kultury. Trudno stawać się lepszym. Trudno poznać siebie do końca. Słabi ci, co tego nie wiedzą, nie widzą, nie czują, bo nie są w stanie poznać siebie do końca. Słabi troglodyci. Pięknie napisała dzisiaj na swoim blogu Ewa Wanat. Zachęcam do lektury tego wpisu:

Ewa Wanat – Teatr a hydraulik i złodziej

O, już się rozpisałem. Tylko poruszyć tę strunę, a nie umiem się zatrzymać. Rośnie we mnie nie, nie agresja, ale bezradność. I z tej bezradności rośnie krzyk. Więcej niż: do widzenia, panowie urzędnicy.

Urzędnicy mogą odejść, powinni. Zastąpią ich nowi. Pewnie nie lepsi. Ale jednego nie wybaczę nigdy. Kiedy Barbara Krafftówna, na posiedzeniu Komisji Kultury Rady Warszawy zapytała dyrektora stołecznego Biura Kultury, co zrobić, żeby głos artysty, protest, był słyszalny i skuteczny, usłyszała od pana urzędnika: „Niech sobie pani zbuduje teatr i tam zagra”. To było chyba ze dwa lata temu, kiedy walczyliśmy o konkurs w Teatrze Na Woli. Pamiętam. Nie zapomnę. Do widzenia, panowie urzędnicy. Do widzenia!