Panie Zygmuncie, dziękuję.

Alf podróżny

Alfa usłyszałem pod drzwiami wczoraj po godzinie 23.00. Wielka radość, po obu stronach. Wrócił do domu nieprzytomny, głodny, trochę wyliniały, z łysym rozdrapanym karkiem. W dodatku wrócił mniej więcej o tej samej porze, o której wyszedł. Tylko, bagatela, dni mu się pomieszały. Bo wyszedł w niedzielę, a wrócił we czwartek. Dzisiaj odsypia, rozdrapuje swędzące rany, je i odsypia, odsypia i je. Ale jest łajza, łazęga, głąb jeden.

Wczoraj skończyłem pisać nową sztukę. Pewnie, jestem gotowy na zmiany, ale uporałem się z jej redakcją. Poszła w świat.

Jednak dzisiaj chciałbym, a nawet muszę napisać kilka zdań o panu Zygmuncie Broniarku, który zmarł dzisiaj. I napiszę to absolutnie szczerze. Panu Zygmuntowi zawdzięczam to, że jestem w zawodzie, w którym jestem.

dedykacja z 1994 roku, zacząłem studia, jeśli się nie mylę, dwa lata później

Chodziłem do liceum, byłem chłopakiem ze Starogardu, który chce zostać dziennikarzem. Napisałem do pana Zygmunta, a on zachęcił mnie do przysłania próbek swoich tekstów. Tak zrobiłem. Wymieniliśmy wtedy chyba kilkadziesiąt listów, w których pan Zygmunt dawał mi rady i uwagi, konsultował moje teksty, zachęcał do pisania, więcej, nawet wysyłał te moje próby gdzieś do gazet, żebym miał za sobą publikacje, bo publikacje były potrzebne, żeby się dostać na studia dziennikarskie. Napisał mi rekomendację na studia. Poświęcił mnie i moim próbom wiele, wiele uwagi. Wierzył od początku. Jeszcze, kiedy chodziłem do liceum, zaprosił mnie na swój jubileusz, do Warszawy, do restauracji Bazyliszek. To był mój pierwszy wyjazd do Warszawy, przywiózł mnie mój ojciec chrzestny, cała rodzina była rozemocjonowana tym wydarzeniem. Znalazłem się nagle w mieście, w którym chciałem zamieszkać i w którym chciałem pracować. Tym zaproszeniem potraktował mnie pan Zygmunt bardzo poważnie, w gruncie rzeczy jako kolegę po fachu. Do zostania dziennikarzem namawiał mnie w rozmaity sposób, na przykład prosząc prezydenta George’a Busha seniora o dedykację dla mnie na jego książce i prezydent Bush tę książkę podpisał, a jego kancelaria odesłała ją do Starogardu.

From Washington to Starogard, George Bush Senior

W dodatku prezydent Bush, w liście do Broniarka, napisał, że książkę „do Starogardu” posłał. A pan Zygmunt napisał o tym felieton, że to chyba jedyny przypadek w historii, kiedy jakikolwiek amerykański prezydent w korespondencji prywatnej wymienia nazwę „Starogard Gdański”. Każdym z takich gestów pokazywał mi pan Zygmunt, że ciągle trzeba uczyć się świata, poznawać, czytać, rozmawiać, sięgać. Robił to absolutnie bezinteresownie. Tak się później złożyło, że kiedy przyjechałem na studia mieszkałem dosłownie kilka domów dalej. Pan Zygmunt ciągle mi kibicował. Cieszył się z mojej pracy, i różnych moich drobnych sukcesów. I chociaż politycznie nie było mi po drodze z panem Zygmuntem, to takich rozmów między nami nie było. Zobaczył we mnie dziennikarza, zanim ktokolwiek inny zobaczył. Nie zignorował mnie. Postanowił pomóc i wspierać. I będę mu za to zawsze bardzo, bardzo wdzięczny. Powiedział mi kiedyś: „Wstaję o czwartej, piszę do dziewiątej, a potem mam cały dzień wolny”.