and the Oscar goes

"Artysta"

Dwa dobre filmowe wieczory. „Artysta” sam urok i czar dawnego kina, nie tylko niemego, bo cudne odniesienia do Freda Astaire’a i Ginger Rogers, nawet do Marilyn Monroe. W kinie i teatrze uwielbiam konwencję, pod warunkiem, że jest precyzyjna, konsekwentnie realizowana, na najwyższym poziomie. Taka jest konwencja niemego kina w „Artyście”. Pozornie banalna fabuła banalnego niemego kina – gwiazdor filmowy nie chce wejść w erę dźwięku, nie chce mówić na ekranie, w gruncie rzeczy przegrywa z nowoczesną technologią i w ogóle przegrywa w filmowym biznesie. Jego wiernym kompanem jest pies, foksterier, który właściwie kradnie ten film dla siebie. Jedna ze śpiewaczek operowych powiedziała mi kiedyś, że zwierzęta i dzieci na scenie zawsze kradną spektakl. I Uggie, bo tak nazywa się pies, rzeczywiście kradnie. Chociaż nie do końca bo Jean Dujardin jednak jest znakomity, emanuje wspaniałą energią, jest charyzmatyczny, ma urok dawnych filmowych legend. „Artysta” to nie jest film do opowiadania, trzeba go po prostu zobaczyć i to koniecznie w kinie. Jednak oglądanie we wspólnocie, filmu, który jest hołdem składanym kinu, ma swoją wartość.

Za to już na dvd, bo właśnie wyszło, obejrzałem wczoraj również nominowane do Oscara „Rozstanie”, konkurenta dla filmu „W ciemności” Agnieszki Holland. Tyle się o tym filmie nasłuchałem, spodziewałem się właściwie arcydzieła. I chociaż to porządnie zrobione, bardzo dobre kino odsłaniające z jednej strony społeczne tło irańskiego społeczeństwa i systemu sprawiedliwości, a z drugiej opowiadające historię dwóch rodzin, które walczą przeciwko sobie, zaś na tym tle rozpad małżeństwa a w konsekwencji również rodziny, to jednak mam poczucie, że takie filmy już widziałem. Owszem, świetnie to jest zrealizowane. Jednak trzymam kciuki za film „W ciemności” Agnieszki Holland, który jest prawdziwym dziełem, również w swojej warstwie realizacyjnej. Mam też poczucie, że „W ciemności”, o którym tyle tu pisałem, dosyć oryginalnie podejmuje temat dobra i zła, wewnętrznych transformacji, właściwie nie jest kinem dylematów moralnych, co daje mu dodatkową i siłę i przewagę. W całym swoim realizmie „W ciemności” staje się metafizyczną opowieścią o ludziach w sytuacji bez wyjścia. Ale też nie chcę krytykować „Rozstania”, bo jednak to jest porządne kino.

Pewnie też nie jestem obiektywny, bo bardzo chcę, aby „W ciemności” dostało Oscara. Jako fan tego filmu, kibic polskiego kina, ale też z powodów bardziej jeszcze subiektywnych: ten film realizowali ludzie mi bliscy, z którymi jestem zaprzyjaźniony, więc emocje są podwójne. Bardzo przeżywałem ogłoszenie nominacji i od niej jestem praktycznie w nieustannym napięciu, czekając na werdykt Akademii.

Zamieszczam tu linki do kilku moich rozmów m.in. o filmie „W ciemności”:

Robert Więckiewicz

Agnieszka Holland

Więckiewicz w Gazeta Cafe, dźwięk

W ostatnim numerze „Bluszcza” ukazała się też moja rozmowa z Krystyną Chiger, dziewczynką w zielonym sweterku.

Więc będzie jutro zarwana noc, będą emocje.

Z drugiej strony, ile razy mamy znowu taką możliwość przeżycia prawdziwego meczu Polska kontra reszta świata? Polska kontra Hollywood? Ze zdumieniem dowiedziałem się ostatnio, że  na przykład Niemcy film „W ciemności” zdubbingowali. Nie wyobrażam sobie tego. Agnieszka Holland walczyła o to, by bohaterowie filmu mówili swoimi językami, na przykład bałakiem. A tu Niemcy dubbingują wszystkie te języki. Niezwykłe pozbawienie filmu fragmentu jego siły. Też brak wyobraźni. I też brakuje komentarza.

Staram się tu zaglądać regularnie, chociaż mam ostatnio dużo pisania. Czekam na wiosnę. Właściwie już ją czuję. Przednówek jest najtrudniejszy. Ale trwamy jakoś wszyscy. A potem będziemy znowu rosnąć twarze wystawiając ku słońcu.

Na koniec kilka zaproszeń:

28 lutego godz. 19.00 w cyklu „Teatr, Muzyka, Kino w Gazeta Cafe”, czyli w warszawskiej redakcji Gazety Wyborczej, ul. Czerska 8/10 będę prowadził spotkanie dedykowane premierze „Zrób sobie raj” według Mariusza Szczygła w Teatrze Studio, w spotkaniu wezmą udział reżyserski Kasia Adamik i Olga Chajdas, a także Katarzyna Herman grająca jedną z ról i Mariusz Szczygieł (przy okazji podpowiadam, że właśnie wyszła jego nowa książka „Laska nebeska”). Reżyserki spektaklu właściwie prosto z Oscarowej gali, bo obie pracowały przy filmie „W ciemności”.

28, 29 lutego, godz. 19.00 w Teatrze Studio w Warszawie, mój monodram „Uwaga – złe psy!” w wykonaniu Małgorzaty Rożniatowskiej i w reżyserii Michała Siegoczyńskiego

8 marca premiera autobiograficznej książki Urszuli Dudziak „Wyśpiewam Wam Wszystko” (wyd. Kayax), której mam przyjemność być redaktorem

8 marca, godz. 19.15 w Łodzi w Teatrze Małym w Manufakturze premiera monodramu „Smażone zielone pomidory” wg Fannie Flagg w mojej adaptacji i reżyserii, wykonanie Elżbieta Czerwińska

9 marca, godz. 19.15 w Łodzi w Teatrze Małym w Manufakturze prasowa premiera „Smażonych zielonych pomidorów”

11 marca w Łodzi, godz. 18.15 w Teatrze Małym w Manufakturze będę prowadził spotkanie-koncert dedykowany Cesarii Evorze, będzie ją wspominać a także śpiewać jej (i zapewne nie tylko) piosenki jej jedyna przyjaciółka, Elżbieta Sieradzińska (wystąpi z zespołem Costanova).