służące

Oj, niedobrze będę teraz kojarzył albumy z malarstwem Kokoschki, co znaczy, że byłem wczoraj w kinie na „Rzezi” Romana Polańskiego według sztuki Yasminy Rezy „Bóg mordu”. Sztukę znałem, o filmie Polańskiego się naczytałem. Jest precyzyjny, nie ma błędów, nie zawodzi, aktorskie niebo po prostu, cała czwórka fenomenalna. Dałem się wkręcić w tę wirówkę neurozy, hipokryzji, zakłamania. Polański genialnie odsłania kolejne warstwy, z jakich jesteśmy skonstruowani. I tyle, żeby filmu nie zagadać.

Aibileen i Minny

A jednak z pamięci nie wychodzi mi inny film, który również obejrzałem wczoraj „Służące” (The Help) w reżyserii Tate Taylor, amerykański obraz o Ameryce czasu apartheidu, który w tym roku triumfował na rozdaniu Złotych Globów. Gdybym miał szukać filmów o podobnym klimacie, to powiedziałbym, że nie może nie spodobać się fanom „Smażonych zielonych pomidorów”, „Wożąc panią Daisy”, czy „Sekretnego życia pszczół”. I nie chodzi tu jedynie o ukazanie problemu rasowego, również o problem walki o siebie, swoją niezależność, poszanowanie odrębności, ukazanie amerykańskiej prowincji. Dla mnie dodatkowym atutem fabuły był fakt, że osnuta jest wokół pisania książki. Oto młoda dziewczyna, Skeeter, pretendująca do zawodu dziennikarki zostaje zatrudniona do lokalnej gazety, aby odpowiadać na listy gospodyń domowych. Ponieważ sama nie ma wielkiego doświadczenia, prosi o pomoc Aibileen (w tej mistrzowskiej roli genialna Viola Davis) czarną służącą swojej koleżanki. Jednak ich rozmowy nie dotyczą jedynie problemu – co zrobić, żeby nie płakać przy krojeniu cebuli. Rozmawiają o życiu. A Skeeter poznaje życie czarnych służących, które najpierw wychowują dzieci białym, a kiedy te dzieci dorastają, są odtrącane, bo dorosłe już dzieci powielają rasowe idee swoich matek. A Aibileen jest nie tylko służącą ale i tak naprawdę drugą matką. Uczy dzieci, że są ważne, wyjątkowe. Takich kobiet jak Aibileen jest w miasteczku wiele. Skeeter wpada na pomysł zebrania ich historii i napisania książki. Jednak zgodnie z panującym prawem, to przestępstwo. Obie strony łamią rasowe prawo, więc nie jest łatwo doprowadzić projekt do końca. Aibileen, sama ciężko przez los doświadczona, decyduje się zaryzykować, skoro jej syn mówił kiedyś: „W naszej rodzinie na pewno będzie pisarz”. Wydawca chce, żeby Skeeter namówiła wiele służących, co jest właściwie nierealne. A jednak… Spotykają się w tajemnicy, snują swoje gorzkie i bolesne opowieści o tym, jak są traktowane. Pokazana jest Ameryka końca lat 50. i lat 60., idealne panie domu, w nieskazitelnych fartuszkach i równo ułożonych włosach, które zbierają pieniądze na biedne dzieci w Afryce, a bezlitośnie upokarzają i niszczą swoje czarne służące, często kobiety, przez które zostały wychowane. Pokazany jest strach wynikający z ksenofobii, rasizmu i nietolerancji. Pokazana jest siła każdej z tych poniżanych kobiet. Najbliższą przyjaciółką Aibileen jest Minny (fenomenalna Octavia Spencer), bita przez męża, upokarzana przez pracodawców. Ale pewnego dnia Minny się zemści – upiecze jedyną w swoim rodzaju tartę czekoladową, która gra w tym filmie trochę jak grillowane mięso w „Smażonych zielonych pomidorach”. Kiedy Skeeter poznaje los kobiet, nie wie jeszcze, co stało się z kobietą, która była służącą w jej domu i która ją praktycznie wychowała. To będzie ostatni rozdział jej książki, która wiele namiesza i zmieni, nie tylko w jej życiu i w życiu niewielkiej społeczności amerykańskiego miasteczka. W filmie zagrała też jedna z moich ulubionych amerykańskich aktorek, Sissy Spacek, gra nie do końca ześwirowaną staruszkę, którą córka-rasistka oddaje do domu starców. Podobnie jak Minny, i właściwie z jej powodu, postanawia się zemścić. A zemsta ma smak czekoladowej tarty. W ogóle galeria postaci w tym filmie fenomenalna. Film gra może trochę za mocno na emocjach, bo łatwo skłania i do śmiechu i do wzruszenia, trochę może balansuje na granicy emocji, a jednak nie wyparowuje z pamięci. Przeciwnie, od wczoraj ciągle do niego wracam. Bardzo szlachetne kino, którego siła jest również w tym, że nie wszystko jest tak jednoznaczne, jak się na początku wydaje. Naprawdę warto zobaczyć „Służące”, które powstały według powieści Kathryn Stockett.