<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Blog Remigiusza Grzeli</title>
	<atom:link href="http://remigiusz-grzela.pl/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://remigiusz-grzela.pl</link>
	<description>Serdecznie zapraszam</description>
	<lastBuildDate>Thu, 17 May 2012 14:56:57 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.4</generator>
		<item>
		<title>Życie duże i małe</title>
		<link>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1293</link>
		<comments>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1293#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 May 2012 14:53:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Remek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Muzyka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://remigiusz-grzela.pl/?p=1293</guid>
		<description><![CDATA[No i po dniach deszczowych zatęskniłem za sierpniem w maju. Miło jest ciągle zaczynać, a przecież każdego roku coś domykamy i zaczynamy nowy rozdział. Wczoraj skończyłem 35 lat, po dwóch trudnych latach w styczniu poczułem nowe siły, zacząłem czuć, że &#8230; <a href="http://remigiusz-grzela.pl/?p=1293">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">No i po dniach deszczowych zatęskniłem za sierpniem w maju. Miło jest ciągle zaczynać, a przecież każdego roku coś domykamy i zaczynamy nowy rozdział. Wczoraj skończyłem 35 lat, po dwóch trudnych latach w styczniu poczułem nowe siły, zacząłem czuć, że jestem we właściwym miejscu w życiu, jakiekolwiek ono jest, ale jest moje, zrozumiałem, że nie muszę się szarpać, bo miejsce, w którym jestem zawsze jest moje. Oczywiście, nie wszystko ode mnie zależy, ale to jak się umoszczę i jak wyciągnę nogi siedząc na swoim wewnętrznym krzesełku, jak sobie tymi nogami pomacham, na to już nikt poza mną wpływu nie ma. I to jest miłe odczucie. A moje miejsce jest bardzo słoneczne. Nawet gdy wichura.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_1294" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/05/see-you-tomorrow.jpg"><img class="size-medium wp-image-1294" title="see you tomorrow" src="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/05/see-you-tomorrow-300x191.jpg" alt="" width="300" height="191" /></a><p class="wp-caption-text">Scena z filmu &quot;Do widzenia do jutra&quot; Janusza Morgensterna, którego współscenarzystą był Wilhelm Mach</p></div>
<p style="text-align: justify;">To ciekawe, bo kilka dni temu sięgnąłem po książkę zapomnianego Wilhelma Macha &#8222;Życie duże i małe&#8221;, zawsze fascynowała mnie biografia Macha, mam nadzieję, że pani Julia Hartwig napisze o tym trochę w nowym tomie dziennika, bo jak wiem z naszych rozmów, znała Macha dobrze poprzez przyjaźń z Kazimierzem Brandysem i jego żoną. Więc otworzyłem teraz i czytam: &#8222;I jednak wszystko, co było, jawi mi się wyraźne i na wskroś przejrzyste, w świetle jakby prześwietlającym wszelki opór rzeczy, i nie tylko rzeczy, ale także cudzych myśli i spraw, nawet tajemnic. Nie ma w istocie  takiego światła, tak nieodpartego, a o niewiadomym źródle. Może to zmierzch sprawia, że obrazy wspominane przybierają sobie inne prawidła perspektywy &#8211; odchodzą wprawdzie jeszcze głębiej w przeszłość, ale jednocześnie zbliżają swym kształtem, barwą tuż przed źrenice pamięci, tuż pod dotyk rąk. Zmierzch czy co innego &#8211; dzieje się to tak właśnie, a nie inaczej&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Przecież taki fragment mógłby spokojnie napisać Thomas Bernhard, którego &#8222;Wymazywanie&#8221; wciąż jeszcze spaceruje swoimi ścieżkami, kiedy się wyciszam, zamyślam albo kiedy słyszę rytm tej niezwykłej powieści.</p>
<p style="text-align: justify;">Książki mają swój czas. Najlepiej, kiedy się nam przytrafiają w tym akurat momencie, kiedy są najbardziej potrzebne. Kiedy spotykają się z nami we właściwym miejscu i we właściwym czasie.</p>
<p style="text-align: justify;">Uśmiecham się, kiedy to piszę, bo zerkam na ogrodowego krasnala, którego dostałem wczoraj w prezencie urodzinowym od przyjaciół, a którego wprowadziłem do pracowni, żeby patrzeć jak się złości, bo to jest krasnal, który się złości. Pięcioletni Gabryś powiedział, że ma na imię Krasnal, a na nazwisko Ogrodowy. Więc pan Krasnal Ogrodowy zamieszkał w pracowni i śmieszy mnie, kiedy się złości, a złościć się nie przestanie. Chyba, że zdecyduje, że jest lepsze miejsce na złość niż pracownia. Zobaczymy, jak nam się razem będzie dogadywało przy pracy. Ale poczucie abstrakcji miłe.</p>
<p style="text-align: justify;">Dzisiaj słuchałem wierszy Jarosława Iwaszkiewicza na jazzowo, z muzyką Włodka Pawlika, w wykonaniu wspaniałych Lory Szafran i Marka Bałaty, ale również w interpretacji aktorskiej Roberta Więckiewicza. Wspaniała płyta, również prezent urodzinowy, idealna dla kogoś, do kogo Iwaszkiewicz z dnia na dzień i z miesiąca na miesiąc przemawia wyraźniej. Kiedy rozmawiałem z panią Ewą Lipską, z którą teraz przez kilka dni obcuję opracowując naszą rozmowę, powiedziała, że Iwaszkiewicz powinien był dostać Nobla. Jego wiersze i proza wciąż odsłaniają swoje ukryte przestrzenie, chociaż pozornie są przezroczyste.</p>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://remigiusz-grzela.pl/?feed=rss2&#038;p=1293</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Charlotte</title>
		<link>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1287</link>
		<comments>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1287#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 May 2012 17:13:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Remek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Teatr]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://remigiusz-grzela.pl/?p=1287</guid>
		<description><![CDATA[Dużo radości z powodu wczorajszych laureatów Festiwalu Filmowego Gdynia, zwłaszcza dla twórców &#8222;W ciemności&#8221;. Ucieszyła mnie też nagroda dla Tomasza Schuchardta, który już  dwa lata temu odebrał w Gdyni nagrodę za pierwszoplanową rolę męską w znakomitym filmie Marcina Wrony &#8222;Chrzest&#8221;. &#8230; <a href="http://remigiusz-grzela.pl/?p=1287">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Dużo radości z powodu wczorajszych laureatów Festiwalu Filmowego Gdynia, zwłaszcza dla twórców &#8222;W ciemności&#8221;. Ucieszyła mnie też nagroda dla Tomasza Schuchardta, który już  dwa lata temu odebrał w Gdyni nagrodę za pierwszoplanową rolę męską w znakomitym filmie Marcina Wrony &#8222;Chrzest&#8221;. Tym razem nagrodzono Tomasza Schuchardta za film &#8222;Jesteś Bogiem&#8221;. Trzymałem kciuki nie tylko z powodu lokalnego patriotyzmu, który się we mnie odezwał, bo pan Tomasz urodził się w moim rodzinnym Starogardzie Gdańskim, ale po prostu cenię energię i charyzmę, jaką wnosi do filmów. Filmu &#8222;Jesteś Bogiem&#8221; jeszcze nie widziałem, zresztą premiera odbyła się dopiero na gdyńskim festiwalu, ale mam zamiar, jak tylko będzie to możliwe, film zobaczyć.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_1288" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/05/stardust-memories-1980-01-g.jpg"><img class="size-medium wp-image-1288" title="stardust-memories-1980-01-g" src="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/05/stardust-memories-1980-01-g-300x212.jpg" alt="" width="300" height="212" /></a><p class="wp-caption-text">Charlotte Rampling i Woody Allen</p></div>
<p style="text-align: justify;">A skoro o filmie, to siedzę teraz przed komputerem właściwie ze smutkiem. Trwa właśnie w Warszawie projekcja filmu dokumentalnego o Charlotte Rampling, a po niej jest spotkanie z aktorką. Niestety, mimo starań nie zdobyłem biletu na ten pokaz a co za tym idzie na spotkanie. Bardzo żałuję, bo to jedna z aktorek, które cenię najwyżej, niezwykły &#8222;Basen&#8221; z jej ważną rolą widziałem kilkakrotnie, a zdaje się przedwczoraj obejrzałem ponownie &#8222;Wspomnienia z gwiezdnego pyłu&#8221; Woody&#8217;ego Allena, w którym zagrała i oglądając zastanawiałem się, czy uda mi się na ten pokaz dostać. No, trudno. Obiecałem sobie, że pewnego dnia z Charlotte Rampling spotkam się zawodowo, ostatecznie granica naszych możliwości to jest granica naszej wyobraźni. A że wyobraźnię mam wybujałą, więc i na możliwości nie mogę narzekać, no, powiedzmy. Za to jak powiedział kiedyś Woody Allen: jeszcze nigdy brak kompetencji nie powstrzymał mnie przed zaangażowaniem się z entuzjazmem.</p>
<p style="text-align: justify;">&#8222;Basen&#8221; Ozona to film, który właściwie nie wychodzi z głowy. Jest hipnotyczny i coś silnego po sobie zostawia. Nie wiedziałem, że ten film był dla Charlotte Rampling tak osobisty, że jego druga, młoda bohaterka nosi imię jej zmarłej przed laty siostry, i że ta postać jest w gruncie rzeczy alter ego aktorki. Tego dowiedziałem się z wywiadu z Rampling, jaki dla Gazety Wyborczej niedawno przeprowadziła Kasia Surmiak-Domańska.</p>
<p style="text-align: justify;">Więc teraz pewnie trwa jeszcze projekcja w Kinotece. Więc być może teraz Charlotte Rampling zamyka parasol przed wejściem do Pałacu Kultury i szybkim krokiem wbiega do środka. Może zdąży jeszcze wypić kawę, przed spotkaniem z publicznością. Raczej nie ogląda filmu z widzami. Zazwyczaj twórcy przychodzą na spotkania tuż po projekcji. Ten film też chciałbym bardzo zobaczyć. Na szczęście są jeszcze projekcje w programie festiwalu Planet Doc Review, tyle że bez spotkania z aktorką, rzecz jasna.</p>
<p style="text-align: justify;">Zawsze mnie wciągał jej sposób patrzenia, grania, mówienia, pozorny chłód i mroki duszy, jakie potrafiła wydobyć oswajając je. Jest dziewiętnasta trzy, więc teraz już na pewno Rampling wchodzi do Pałacu Kultury. Chciałbym zobaczyć zdjęcie jej, przed Pałacem. Mam nadzieję, że ktoś je zrobi. Rampling ukrywa w sobie nie mniej niż Pałac Kultury. Chciałbym ją w tym miejscu zobaczyć.</p>
<p style="text-align: justify;">Pałac. Nie wyobrażam sobie bez niego Warszawy. Punkt odniesienia. Rozemocjonowane teatry. Targi książki. Tyle różnych wspomnień z nim związanych. Koncert Marianne Faithfull w Kongresowej, publiczne czytanie mojej pierwszej sztuki &#8222;Na gałęzi&#8221; na scenie Haliny Mikołajskiej w Teatrze Dramatycznym, kawiarnia U Aktorów tamże, z niewielką scenką, na której była kiedyś promocja mojego tomiku &#8222;Drzewa wierzą naprawdę&#8221; &#8211; teksty czytał Piotr Adamczyk, a Urszula Dudziak zaśpiewała recital, w tej samej kawiarni spotkanie z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim, kiedy zamierzałem pisać o nim pracę magisterską, a przeżycia teatralne w Studio, choćby &#8222;Józef i Maria&#8221; z tych ostatnich, najpiękniejszych. I mógłbym tak długo. Wczoraj, wychodząc z Targów Książki w wejściu do windy zauważyłem panią Julię Hartwig z Anią Piotrowską.</p>
<p style="text-align: justify;">I wszystko istnieje równocześnie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://remigiusz-grzela.pl/?feed=rss2&#038;p=1287</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>lata</title>
		<link>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1283</link>
		<comments>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1283#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 May 2012 17:20:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Remek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://remigiusz-grzela.pl/?p=1283</guid>
		<description><![CDATA[Takie dnie jak dzisiaj. W południe długa, bardzo dla mnie inspirująca rozmowa z panią Ewą Lipską, jedną z najważniejszych dla mnie poetek, idąc na spotkanie wpadam na pana Wiesława Kępińskiego, wychowanka Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów. Zaprasza na promocję książki Ludwiki &#8230; <a href="http://remigiusz-grzela.pl/?p=1283">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Takie dnie jak dzisiaj. W południe długa, bardzo dla mnie inspirująca rozmowa z panią Ewą Lipską, jedną z najważniejszych dla mnie poetek, idąc na spotkanie wpadam na pana Wiesława Kępińskiego, wychowanka Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów. Zaprasza na promocję książki Ludwiki Włodek &#8222;Pra&#8221; o rodzinie Iwaszkiewiczów. Muszę koniecznie przeczytać. Potem na targi książki, żeby chociaż przywitać się z Martą, która wpada do Warszawy jak burza. Kiedy Marta podpisuje książki, odwiedzam stoiska z książkami antykwarycznymi, bo z nowościami jestem jako tako zapoznany i mam sporo lektur przed sobą, kupionych albo otrzymanych. Tyle wspaniałych książek. Kupuję opowiadania Katherine Mansfield &#8222;Upojenie&#8221; z 1962 roku, bo nabrałem apetytu po lekturze dzienników Virginii Woolf.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_1284" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/05/Iris_Murdoch.jpg"><img class="size-medium wp-image-1284" title="Iris_Murdoch" src="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/05/Iris_Murdoch-300x300.jpg" alt="" width="300" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Iris Murdoch</p></div>
<p style="text-align: justify;">Poza tym &#8222;Przypadkowy człowiek&#8221; Iris Murdoch z 1978 roku. Chciałem bardzo przeczytać, wstrząśnięty filmem o autorce &#8222;Iris&#8221;. Fenomenalnie zagrały ją Judi Dench i Kate Winslet. &#8211; Moja ulubiona scena, Murdoch chora na Alzheimera siedzi na plaży, dostaje stos białych kartek, ale nie pamięta, co się z nimi robi. Układa je na piasku i obciąża je kamieniami. No i &#8222;Lata&#8221; Virginii Woolf, z 1958 roku. Nie pamiętam, czy nie mam w swojej biblioteczce, muszę sprawdzić. Ale nie mogłem się oprzeć. Lubię stare książki. W &#8222;Upojeniu&#8221; jest pieczątka z nazwiskiem jej poprzedniego, lub któregoś z poprzednich, właściciela i numer 11, być może jedenasty tytuł księgozbioru.  Lubię takie ślady. Z Martą lunch we francuskiej restauracyjce. Odprowadzam Martę na dworzec. Machamy przez szybę. Nie wiem, kiedy znów będziemy mieli jakąś okazję, żeby się zobaczyć i porozmawiać. Marta ma tak dużo spotkań autorskich w Polsce, jest właściwie nieustannie w podróży.</p>
<p style="text-align: justify;">Zachwycające tłumy na targach książki. A myślę, że dopiero przed nami, bo jutro i pojutrze dni wolne. Ludzie naprawdę chcą czytać, kochają książki, chcą spotykać autorów. Mój być może naiwny zachwyt, ale czegoś trzeba się trzymać. Robić swoje, bez względu na wszystko.</p>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://remigiusz-grzela.pl/?feed=rss2&#038;p=1283</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Być jak Philip Seymour Hoffman</title>
		<link>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1276</link>
		<comments>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1276#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 May 2012 17:40:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Remek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Teatr]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://remigiusz-grzela.pl/?p=1276</guid>
		<description><![CDATA[Moja siostra zadzwoniła dzisiaj: &#8211; Nic nie piszesz na blogu. No, zawstydziła mnie. Zazwyczaj jestem regularny. Ale był długi weekend, dużo spotkań i rozmów z przyjaciółmi, spotkań sąsiedzkich, miłych zdarzeń, no i lato takie piękne, że szedłem piechotą. Ale jestem. &#8230; <a href="http://remigiusz-grzela.pl/?p=1276">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Moja siostra zadzwoniła dzisiaj: &#8211; Nic nie piszesz na blogu.</p>
<p style="text-align: justify;">No, zawstydziła mnie. Zazwyczaj jestem regularny. Ale był długi weekend, dużo spotkań i rozmów z przyjaciółmi, spotkań sąsiedzkich, miłych zdarzeń, no i lato takie piękne, że szedłem piechotą. Ale jestem. Chociaż schowany w nowej lekturze. Wpadła mi w ręce wydana przez Drzewo Babel powieść urodzonej w 1985 roku Tei Obreht &#8222;Żona tygrysa&#8221;, książka, która zrobiła dużą karierę na świecie zyskując wysokie noty recenzentów i gorące przyjęcie czytelników.  Piękna, chociaż miejscami bolesna, niezwykle sugestywna opowieść rodzinna, z wojną domową na Bałkanach w tle &#8212; oswajanie bólu i śmierci bałkańskim folklorem, zasłyszanymi opowiadaniami, książka, od której trudno się oderwać. Jestem w połowie, niestety musiałem przerwać z powodu zobowiązań zawodowych, dzisiaj oddawałem do druku tekst i po prostu musiałem się na nim bardzo skupić. Ale będę donosił z czytelniczej podróży.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_1277" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px"><a href="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/05/hoffman.jpg"><img class="size-medium wp-image-1277" title="hoffman" src="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/05/hoffman-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a><p class="wp-caption-text">Philip Seymour Hoffman w filmie &quot;Synekdocha Nowy Jork&quot;</p></div>
<p style="text-align: justify;">Całkiem niedawno pisałem tutaj, że Philip Seymour Hoffman należy do grona moich ulubionych aktorów, obok Eda Harrisa, Seana Penna, Roberta De Niro, i nagle wczoraj obejrzałem film, którego nie znałem i moja sympatia jeszcze wzrosła. To &#8222;Synekdocha Nowy Jork&#8221; Charliego Kaufmana z fenomenalną rolą Philipa Seymoura Hoffmana jako reżysera teatralnego, który próbując wypełnić pustkę w życiu, po arsenale różnych perypetii, postanawia zrealizować ideę fix &#8211; przez wiele lat realizuje spektakl teatralny, który będzie opowiadał jego własne życie, właściwie nie tylko jego życie, życie wielu ludzi, właściwie życie całego miasta. W nowojorskim studio buduje monumentalną scenografię, angażuje tysiące współpracowników, sztuka dzieje się na wielu planach. W tym studio Caden, bo tak ma na imię, z najdrobniejszymi szczegółami odtwarza historie ze swojego życia. Do zagrania samego siebie angażuje człowieka, który śledzi go od dwudziestu lat. Zresztą każdy ze współpracowników Cadena otrzymuje swoją kopię &#8211; postać, którą ktoś zagra. W końcu granice między rzeczywistością i fikcją zostaną zatarte, postaci ze sztuki zaczną wchodzić w relacje z postaciami realnymi, będzie więcej niż jeden Caden, i ten świat będzie się odtwarzał wciąż na nowo, pogrzeb za pogrzeb, dublura za dublurą, starzejąc się, przeglądając się w sobie z coraz większym wysiłkiem. Aktorzy zaludniają miasto, znikają, pojawiają się nowi. W filmie pojawia się cała galeria fantastycznych aktorów &#8211; jest znakomita, dawno przeze mnie nie widziana Dianne Wiest. Jest Michelle Williams w jednej z głównych ról (podobnie jak w &#8222;Moim tygodniu z Marylin&#8221; gra aktorkę próbującą poznać sens zawodu), jest Emily Watson, już nie mówiąc o cudnym żarcie zaangażowania do filmu jako rodziców Cadena pysznej pary z mojego ukochanego filmu Woody&#8217;ego Allena &#8222;Tajemnicy morderstwa na Manhattanie&#8221; Lynn Cohen i Jerry&#8217;ego Adlera (u Allena państwo House).</p>
<p style="text-align: justify;">Film Charliego Kaufmana nieoczywisty, zaskakujący, otwierający głowę, abstrakcyjny, baśniowy, w gruncie rzeczy przejmujący i bolesny. Ale właściwie nie mogłem spodziewać się innego filmu po scenarzyście jednego z filmów, które bardzo wysoko cenię, czyli &#8222;Być jak John Malkovich&#8221;. Bo &#8222;Synkdocha Nowy Jork&#8221; to reżyserski debiut Kaufmana, debiut bezkompromisowy, znaczący, łamiący granice opowiadania. Od wczoraj myślę zarówno o roli Philipa Seymoura Hoffmana jak i w ogóle o filmie, który jak &#8222;Być jak John Malkovich&#8221; zapewne będzie raz po raz wskakiwał do mojej głowy.</p>
<p style="text-align: justify;">I tyle jeszcze można by powiedzieć. Ale to już jutro.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://remigiusz-grzela.pl/?feed=rss2&#038;p=1276</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>gałąź obsypana jabłkami</title>
		<link>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1266</link>
		<comments>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1266#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 May 2012 15:21:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Remek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://remigiusz-grzela.pl/?p=1266</guid>
		<description><![CDATA[Słońce jak balija. &#8211; Tak mówiło się na wsi, na której kiedyś mieszkałem. Majówki ciąg dalszy. Przedwczoraj, przesycony prozą Anny Boleckiej &#8222;Cadyk i dziewczyna&#8221;, której część akcji rozgrywa się w Otwocku i nad rzeką Świder, nagle zapragnąłem nad tym Świdrem &#8230; <a href="http://remigiusz-grzela.pl/?p=1266">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Słońce jak balija. &#8211; Tak mówiło się na wsi, na której kiedyś mieszkałem. Majówki ciąg dalszy. Przedwczoraj, przesycony prozą Anny Boleckiej &#8222;Cadyk i dziewczyna&#8221;, której część akcji rozgrywa się w Otwocku i nad rzeką Świder, nagle zapragnąłem nad tym Świdrem pospacerować. To był wspaniały pomysł. Cudowna pogoda, dzikie zejścia do rzeki, skarpy, podgryzione przez bobry drzewa uginające się pod własnych ciężarem, zapach kwitnących pokrzyw i suchych od słońca szyszek, kwitnące na biało koniczyny. Z rzadka ktoś biwakujący na skarpie, oparty o drzewo, przy większym zakolu rzeki kilka rodzin, dzieci kąpiące się, ktoś nagle galopuje lasem na białym koniu. Zupełnie jak w innym, odrealnionym świecie. A może to właśnie, dwadzieścia kilometrów od Warszawy, jest realne? Spokój, śpiew ptaków, zrelaksowani ludzie?</p>
<p style="text-align: justify;">Wczoraj dostałem od kogoś numer kwartalnika &#8222;Śląsk&#8221; z 1987 roku, a w nim wywiad z Ireną Conti, którą znałem. Mówi, że poezja jest dobrym cieniem człowieka. Szkoda by zgubić takie zdanie. Ciągle czytam poezję. Jest mi po prostu potrzebna. W tym wywiadzie mówi też Irena dużo o Iwaszkiewiczu, o swoich przekładach jego tekstów: &#8222;W Iwaszkiewiczu była Italia(&#8230;) Iwaszkiewicz bez Włoch byłby po prostu inny. Od Stawisk na Sycylię droga daleka, ale to połączenie złożyło się razem na tę specyficzną temperaturę Iwaszkiewiczowską. Nieprzypadkowo nazywa on w <em>Ogrodach</em> swą Sycylię ziemią spełnienia(&#8230;) Spojrzenie Iwaszkiewicza na Sycylię  nigdy nie miało w sobie nic z estetyzującej literatury krajobrazu, nic z cudzoziemskości. Pół wieku jego powrotu na tę wyspę i szczególny typ wrażliwości sprawiły, że udało mu się podsłuchać głosy tej ziemi. Iwaszkiewiczowska wizja literacka mitów sycylijskich jest także głęboką zadumą nad dniem dzisiejszym. I tak jak we wszystkich swoich podróżach do Polski, do Włoch, do Świata, do Człowieka &#8211; stworzył i tu pomost między wczoraj a dziś, między sposobem odczuwania człowieka współczesnego, a kanwami, pojęciami ciągłości, zakodowanymi w pamięci genetycznej dawnych pokoleń. Z tych starych partytur umiał odczytać opowieść tej ziemi. Uhonorowanie nagrodą literacką było dla Iwaszkiewicza wielkim przeżyciem. Widzieliśmy to wszyscy tego wieczoru, kiedy wręczano mu nagrodę. Mówił swoje wiersze po polsku, a ja mówiłam je po włosku. Załamywał mu się głos, wszyscy mieliśmy ściśnięte gardła. Od tego czasu minęło już prawie dziewięć lat. Przed kilku laty przetłumaczyłam jego <em>Starego poetę</em>. I teraz nie ma spotkania, żeby nie prosili mnie, na Sycylii o ten wiersz: przeczytaj, powiedz <em>Starego poetę&#8221;.</em></p>
<p style="text-align: justify;">Takie wspomnienie, taki obraz zamknięte między strony starego pisma. Przeglądam ten stary kwartalnik, czytam recenzje książek, które i dla mnie dzisiaj są nowe, bo zapomniane. Tyle zapomniano.</p>
<p style="text-align: justify;">Przepisałem te zdania Ireny Conti w gruncie rzeczy dla Małgosi, autorki mojego ulubionego bloga india.blog.onet.pl bo cały ten blog wrośnięty mocno w Iwaszkiewicza, w jego poetycką i prozatorską ziemię.</p>
<p style="text-align: justify;">Co nie jest zapisane nie istnieje, powtarzałem zawsze jak mantrę. Thomas Bernhard idzie o wiele dalej &#8211; co zapisane może zostać wymazane, zapomniane, zniszczone. Ale przecież mimo tego zniszczenia, zapomnienia i wymazania, i tak będzie, aż ktoś trafi, odnajdzie, usłyszy.</p>
<p style="text-align: justify;">Odczytać opowieść ziemi, jak radzi Irena Conti. Magnolia chyba zadomowiła się na dobre, bo rozwinęła liście. Przyglądam się jej codziennie. Po prostu cieszę się, że rośnie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong></p>
<div id="attachment_1267" class="wp-caption alignleft" style="width: 221px"><a href="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/05/stawisko-004.jpg"><img class="size-medium wp-image-1267" title="stawisko 004" src="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/05/stawisko-004-211x300.jpg" alt="" width="211" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">przeprowadzka do Stawiska, 1928 rok</p></div>
<p></strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>JAROSŁAW IWASZKIEWICZ<br />
</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>STARY POETA</strong></p>
<p style="text-align: justify;">I</p>
<p style="text-align: justify;">Poeta mówi:</p>
<p style="text-align: justify;">Żono! Widzisz te dwie muchy</p>
<p style="text-align: justify;">na parapecie okna</p>
<p style="text-align: justify;">zabite muchozolem</p>
<p style="text-align: justify;">Tyleż one znaczą we wszechświecie</p>
<p style="text-align: justify;">co nasze martwe ukochane psy</p>
<p style="text-align: justify;">co leżą tu pod kamieniem</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Pamiętasz ten wyraz Tropka</p>
<p style="text-align: justify;">gdy mu się coś mówiło</p>
<p style="text-align: justify;">a on nie rozumiał</p>
<p style="text-align: justify;">marszczył czoło skupiał się</p>
<p style="text-align: justify;">i nie rozumiał</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Bo był zwierzątkiem</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">My też nie rozumiemy</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Patrz mówią do nas obłoki</p>
<p style="text-align: justify;">zorze gwiazdy</p>
<p style="text-align: justify;">wiatry</p>
<p style="text-align: justify;">a my nie rozumiemy</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Mówią do nas przestrzenie</p>
<p style="text-align: justify;">niebieskie</p>
<p style="text-align: justify;">mówią drzewa rozwijające się</p>
<p style="text-align: justify;">mówią kwiaty</p>
<p style="text-align: justify;">rosną i mówią</p>
<p style="text-align: justify;">a my nie rozumiemy</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">I tak już będzie</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Będziemy we wszechświecie</p>
<p style="text-align: justify;">jak te dwie martwe muchy</p>
<p style="text-align: justify;">jak te dwa zdechłe psy</p>
<p style="text-align: justify;">jak dwie nicoście</p>
<p style="text-align: justify;">One też kochały</p>
<p style="text-align: justify;">i chciały zrozumieć</p>
<p style="text-align: justify;">II</p>
<p style="text-align: justify;">Poeta mówi:</p>
<p style="text-align: justify;">Żono! nie odchodź</p>
<p style="text-align: justify;">Zostań chwilę ze mną</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Chcę być sam</p>
<p style="text-align: justify;">A kiedy ty odejdziesz</p>
<p style="text-align: justify;">Zaraz przyjdą tacy:</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Tuwim przyjdzie</p>
<p style="text-align: justify;">z gałęzią wielkich jabłek</p>
<p style="text-align: justify;">jak ta co zabrał</p>
<p style="text-align: justify;">z naszego srebrnego wesela</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Czesław zaraz przyjdzie</p>
<p style="text-align: justify;">taki młodziutki jak wtedy</p>
<p style="text-align: justify;">kiedy przyjechał z Wilna</p>
<p style="text-align: justify;">ze słowami: ubóstwiam pana</p>
<p style="text-align: justify;">na ustach</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Tolek przyjdzie</p>
<p style="text-align: justify;">tak jak w Aidzie</p>
<p style="text-align: justify;">kiedy opowiadał bajki Marysi</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">przyjdzie Olek z papugą</p>
<p style="text-align: justify;">motyl przyleci</p>
<p style="text-align: justify;">co kiedyś wleciał do naszej</p>
<p style="text-align: justify;">sypialni wielki i osobliwy</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Tak się zaludni</p>
<p style="text-align: justify;">dookoła</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Nie odchodź</p>
<p style="text-align: justify;">bądź przy mnie</p>
<p style="text-align: justify;">Bo chcę być sam</p>
<p style="text-align: justify;">sam</p>
<p style="text-align: justify;">taki zupełnie sam</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">III</p>
<p style="text-align: justify;">Poeta mówi:</p>
<p style="text-align: justify;">Żono!</p>
<p style="text-align: justify;">Byliśmy kiedyś młodzi</p>
<p style="text-align: justify;">widzieliśmy ocean w Skagen</p>
<p style="text-align: justify;">i Barcelonę</p>
<p style="text-align: justify;">i Matterhorn i Dent du Midi</p>
<p style="text-align: justify;">mieliśmy przyjaciół</p>
<p style="text-align: justify;">gadaliśmy z Lechoniem</p>
<p style="text-align: justify;">z Witkacym z Sartre&#8217;em</p>
<p style="text-align: justify;">zachłystywaliśmy się Proustem</p>
<p style="text-align: justify;">czytaliśmy Jądro Ciemności</p>
<p style="text-align: justify;">Annę Kareninę</p>
<p style="text-align: justify;">Popioły</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">A teraz jesteśmy starzy</p>
<p style="text-align: justify;">jesteśmy sami</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Kłócimy się</p>
<p style="text-align: justify;">szukamy ciągle</p>
<p style="text-align: justify;">pogubionych książek</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Chustek</p>
<p style="text-align: justify;">zapałek</p>
<p style="text-align: justify;">okularów</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">A kiedy będziemy przed Panem Nicości</p>
<p style="text-align: justify;">już zaraz</p>
<p style="text-align: justify;">nic to nie będzie znaczyło</p>
<p style="text-align: justify;">że byliśmy piękni</p>
<p style="text-align: justify;">że tańczyliśmy na chłopskich weselach</p>
<p style="text-align: justify;">i na królewskich pokojach</p>
<p style="text-align: justify;">I nikt nas nie zapyta</p>
<p style="text-align: justify;">o nasze muchy</p>
<p style="text-align: justify;">nasze psy</p>
<p style="text-align: justify;">nasze pogubione książki</p>
<p style="text-align: justify;">chustki do nosa</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">i okulary</p>
<p style="text-align: justify;">(z tomu &#8222;Mapa pogody&#8221;, Czytelnik, Warszawa, 1980).</p>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://remigiusz-grzela.pl/?feed=rss2&#038;p=1266</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Teraz</title>
		<link>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1261</link>
		<comments>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1261#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 28 Apr 2012 16:07:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Remek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://remigiusz-grzela.pl/?p=1261</guid>
		<description><![CDATA[Cudny dzień. Wyjątkowo piękny sierpień tego maja (no, powiedzmy maja, bo właściwie zaczął  się już długi majowy weekend). A przyspieszam do maja, bo to mój najważniejszy miesiąc w roku. Zazwyczaj przełomowy. Drugiego maja minie rok pod nowym adresem. Brzoza, która &#8230; <a href="http://remigiusz-grzela.pl/?p=1261">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Cudny dzień. Wyjątkowo piękny sierpień tego maja (no, powiedzmy maja, bo właściwie zaczął  się już długi majowy weekend). A przyspieszam do maja, bo to mój najważniejszy miesiąc w roku. Zazwyczaj przełomowy. Drugiego maja minie rok pod nowym adresem. Brzoza, która wydawało się, że usycha, wypuściła nowe liście. To samo grusza. Czekam na rododendrony w ogrodzie, glicynie przy wejściu. No i kibicuję magnolii, mam nadzieję, że się przyjmie. Na razie wygląda na to, że się aklimatyzuje. Jeszcze w zeszłym tygodniu nieśmiałe zalążki pąków, teraz zaczęły się równie nieśmiało, ale jednak otwierać.</p>
<p style="text-align: justify;">Zanurzam się na nowo w &#8222;Wymazywaniu&#8221; Bernharda. Wielka powieść. Nie dziwię się Krystianowi Lupie, że oddał jej tyle energii. Ważna, dla mnie ważna książka. Zakreślam zdanie po zdaniu. Właściwie zamieniam tę powieść w mapę emocji, wątpliwości, odkryć.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/04/magia.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1262" title="magia" src="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/04/magia-189x300.jpg" alt="" width="189" height="300" /></a>Rano biegałem, a nawet miałem uczucie, że to chód. Wyjątkowo powolne bieganie, bo nagle, w tym słońcu, w tej pogodzie wszystko mnie interesowało &#8211; uchylone okna, psy wyprowadzane na spacer, niespiesznie dzisiaj idący ludzie, soczysta zieleń drzew, trzy koty w oknie jednego z bloków, jakaś pani przewieszona przez framugę okna. W drodze do domu &#8222;Gazeta&#8221;. Przy kawie lektura. Zacząłem od fantastycznego tekstu o polskiej miłości do książek Sandora Maraiego &#8222;Czy da się z polskością żyć w pokoju?&#8221; autorstwa Szczepana Twardocha. Czytałem niektóre powieści Maraiego, również jego dzienniki. O ile proza zawsze do mnie trafiała, to dzienniki wydawały mi się chimeryczne. Ale ten tekst otworzył mi oczy w wielu kwestiach. Czytanie kolejnych jego książek jako jednej wielkiej Bildungsroman. W samobójstwie Maraiego upatruje Szymon Twardoch puenty tej wielkiej światowej epopei: &#8222;Jestem od niedawna przekonany, że puenty szkodzą literaturze. Puenta to zwykle efekciarskie kuglarstwo, nie literatura. Jedynie śmierć jest dobrą, godną puentą. I tak właśnie kończy się ta powieść, która składa się z okruchów życia pisarza przefiltrowanych przez Maraiego talent, przez jego literackość. Powieść, która jest moim zdaniem równa największym powieściom Europy. A żywię przekonanie, że powieść jako taka to w ogóle jedna z największych rzeczy, jakie się Europie w ogóle przytrafiły&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Zaskakująco trafne słowa Twardocha, że w Polsce na wiosnę widzi się raczej Polskę niż wiosnę. Marai jest Węgrem, ale Węgry nie są jego obsesją. &#8222;Czy tak się da z Polską? Z polskością? Nie wyrzekać się ani dla niej nie płonąć? Może to jest odpowiedź na pytanie o niesłychaną popularność Maraiego w Polsce?&#8221; Pisze Szczepan Twardoch, że Marai od czytelnika wymaga wrażliwości, obycia, erudycji, ale w zamian &#8222;daje pewność, że wielka literatura nie musi wałęsać się po marginesach życia&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Wspaniały tekst.</p>
<p style="text-align: justify;">I znowu napisałem nie o tym, co chciałem. Miałem pisać o &#8222;Nietykalnych&#8221; i miałem napisać o swoim zdziwieniu, że dziennikarskie środowisko nie doprowadziło do jakiejś prawdziwej debaty po oskarżeniach skierowanych przeciwko Teresie Torańskiej przez polityków, z którymi rozmawiała. I że to była być może ostatnia szansa na prawdziwą debatę. A może jeszcze jest szansa. Dlaczego nas, dziennikarzy, nie interesuje nasz własny zawód? Dlaczego nie zabieramy głosu w jego obronie? Dlaczego nie stajemy solidarnie z Teresą Torańską? Dlaczego nie krzyczymy właśnie teraz, kiedy to jest potrzebne? Dobrze, wrócę do tego.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>EWA LIPSKA<br />
</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>TERAZ</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Droga pani Schubert, noszę już na sobie Jutro.</p>
<p style="text-align: justify;">Płaszcz Przyszłości, który mi pani uszyła w naszej</p>
<p style="text-align: justify;">wczesnej młodości. Czy pamięta pani jeszcze puls</p>
<p style="text-align: justify;">guzików, na które zapinaliśmy się?</p>
<p style="text-align: justify;">(z tomu &#8222;Droga pani Schubert&#8230;&#8221;, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012).</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://remigiusz-grzela.pl/?feed=rss2&#038;p=1261</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>sam na sam ze Sławomirem Mrożkiem</title>
		<link>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1257</link>
		<comments>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1257#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Apr 2012 18:17:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Remek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Teatr]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://remigiusz-grzela.pl/?p=1257</guid>
		<description><![CDATA[Zacznę od cytatu z Andrzeja Mleczki (z wywiadu Donaty Subbotko w &#8222;GW&#8221; z 24-25 marca 2012): &#8222;Po spotkaniu z Mrożkiem każdy w miarę wrażliwy człowiek ma ochotę wejść na 20. piętro i skoczyć na głowę. Powiedziałem mu, że jadę do &#8230; <a href="http://remigiusz-grzela.pl/?p=1257">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Zacznę od cytatu z Andrzeja Mleczki (z wywiadu Donaty Subbotko w &#8222;GW&#8221; z 24-25 marca 2012): &#8222;Po spotkaniu z Mrożkiem każdy w miarę wrażliwy człowiek ma ochotę wejść na 20. piętro i skoczyć na głowę. Powiedziałem mu, że jadę do Warszawy, on &#8211; że też i mogę się  z nim zabrać. W przeddzień wyjazdu zadzwonił w nocy: Panie Andrzeju, mam przeczucie, że jutro w samochodzie mogę się w ogóle nie odezwać, czy to panu nie będzie przeszkadzać?.  Nie jestem gadatliwy, ale na wszelki wypadek odpowiedziałem: Właśnie miałem do pana dzwonić, że nie mogę jechać.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Dlaczego to pana zestresowało, pan też samotnik, prawda?</strong></p>
<p style="text-align: justify;">- Tak, ale nie dzwonię do ludzi po nocach, że nie będę z nimi rozmawiał następnego dnia. Poza tym mam dość własnej depresji. Kiedyś zrobiłem taki rysunek: jest para i ona mówi do niego: Twoja depresja przy mojej depresji jest doprawdy śmieszna. To mógłbym być ja i Mrożek&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
<div class="mceTemp" style="text-align: justify;">
<dl id="attachment_1258" class="wp-caption alignleft" style="width: 310px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/04/mrozek.jpg"><img class="size-medium wp-image-1258" title="mrozek" src="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/04/mrozek-300x209.jpg" alt="" width="300" height="209" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd">foto Filip Klimaszewski/Agencja Gazeta</dd>
</dl>
</div>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">Ten cytat to w gruncie rzeczy zapowiedź mojej rozmowy ze Sławomirem Mrożkiem, która ma tytuł &#8222;Odpowiem zza grobu&#8221;, a która ukazała się w majowym &#8222;Zwierciadle&#8221;, numer od dzisiaj w kioskach. Chyba dopiero po tej rozmowie moja Mama zrozumiała, jak ciężkim zawodem jest dziennikarstwo, bo zadzwoniła do mnie i powiedziała, że bardzo mi współczuje, że widzi, jak ja w tej rozmowie kluczę, jak szukam tematów, jak staram się uzyskać cokolwiek i jak obrywam raz po raz od dramaturga, którego przecież uwielbiam. Skala trudności tego zadania była chyba najwyższa z dotychczasowych. Wśród najtrudniejszych rozmówców są chorwacka pisarka Vedrana Rudan, Cesaria Evora bez wątpienia, ale nikt dotąd mnie tak nie zmasakrował jak Mrożek. Może nie skoczyłem na główkę z dwudziestopiętrowego wieżowca, ale myślałem o tym po wyjściu z tej sali straceń, w jakiej odbywało się nasze spotkanie.</p>
<p style="text-align: justify;">Majowe &#8222;Zwierciadło&#8221; bogate i ciekawe, bo minęło właśnie 55 lat pisma i jestem szczęśliwy, że od trzech lat w maleńkim stopniu je współtworzę przeprowadzając wywiady z piekielnie interesującymi bohaterami, a byli wśród nich Marian Kociniak (jeszcze przed naszą książką, to był jego pierwszy wywiad prasowy po 50 latach i mój pierwszy w &#8222;Zwierciadle&#8221;), Allan Starski, Ewa Szykulska, Ewa Podleś, Henryka Krzywonos, Zofia Posmysz, Hanna Krall, Teresa Torańska, Kasia Nosowska, Magda Łazarkiewicz, Agnieszka Holland, Robert Więckiewicz, Iza Kuna, Agata Nowicka, Agnieszka Drotkiewicz, Dorota Masłowska, Hanna Samson, Jean-Claude Carriere, oj długo mógłbym wymieniać, słowem kilkadziesiąt godzin rozmów, w sumie kilka pełnych dni, jakie miałem okazję oddać rozmowie, jaką lubię.</p>
<p style="text-align: justify;">Z tego miejsca chciałbym złożyć życzenia wszystkim Kolegom z redakcji &#8222;Zwierciadła&#8221;, współtworzącym pismo i Czytelnikom. Chciałbym też podziękować Mananie Chyb, byłej redaktor naczelnej, która zaprosiła mnie do tej współpracy, Kasi Montgomery, obecnej naczelnej i Ani Bimer, zastępczyni naczelnej, z którymi jestem w najbliższych relacjach i z którymi współpraca jest inspirująca i dla mnie ważna.</p>
<p style="text-align: justify;">Lekturę &#8222;Zwierciadła&#8221; prawie zawsze zaczynam od felietonów, a od wielu lat jestem wiernym czytelnikiem Tomasza Jastruna. Czytałem jego &#8222;dziennik&#8221; w paryskiej &#8222;Kulturze&#8221;, który publikował jako Smecz, czytałem później w &#8222;Rzeczpospolitej&#8221;, kiedy była w swojej najwyższej formie, czytam i teraz. Swój najnowszy felieton napisał o ludziach, którzy nienawidzą. I muszę wypisać zdanie, które mnie uderzyło prawdą w nim zawartą: &#8222;Nienawiść to cierpienie, które w lepkim mroku nie potrafi znaleźć choć drobinki światła&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Wypisałem, bo warto zapamiętać. Zamiast mroku lepiej wybierać światło. Stać w nim, a czasem je odbijać. Miałem dzisiaj napisać o filmie &#8222;Nietykalni&#8221;, który widziałem wczoraj w kinie, i na którym &#8211; muszę się do tego przyznać &#8211; się po prostu popłakałem. Sorry Gregory. To też film o jasności, o tym, jak ważne jest światło w każdym życiu. Ale o tym napiszę pewnie jutro.</p>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://remigiusz-grzela.pl/?feed=rss2&#038;p=1257</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>poranne światło</title>
		<link>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1249</link>
		<comments>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1249#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Apr 2012 17:26:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Remek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Teatr]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://remigiusz-grzela.pl/?p=1249</guid>
		<description><![CDATA[Chciałbym, żeby w Polsce wychodziło takie pismo jak &#8222;New Yorker&#8221;, żeby dziennikarstwo miało taki wymiar i taką przestrzeń. Chciałbym, żeby w Polsce w taki sposób pisano o teatrze i recenzowano spektakle. Kiedy kilka tygodni temu czytałem w &#8222;New Yorkerze&#8221; recenzję &#8230; <a href="http://remigiusz-grzela.pl/?p=1249">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Chciałbym, żeby w Polsce wychodziło takie pismo jak &#8222;New Yorker&#8221;, żeby dziennikarstwo miało taki wymiar i taką przestrzeń. Chciałbym, żeby w Polsce w taki sposób pisano o teatrze i recenzowano spektakle. Kiedy kilka tygodni temu czytałem w &#8222;New Yorkerze&#8221; recenzję ze spektaklu &#8222;Śmierć komiwojażera&#8221; z Philipem Seymourem Hoffmanem to wiedziałem, jak jest inscenizowany, jak oświetlany, jak grany. Poza kontekstem, w jakim Arthur Miller napisał sztukę, również współczesne odniesienia. Z naszej, &#8222;polskograjdołkowej&#8221; perspektywy to była właściwie nie recenzja a pogłębiona analiza. Ale z perspektywy amerykańskiej recenzja. Kiedy wczoraj, czy przedwczoraj w &#8222;New York Timesie&#8221; przeczytałem tekst o &#8222;Uroczystości&#8221; w reżyserii Grzegorza Jarzyny, granej teraz w nowojorskim St. Ann&#8217;s Warehouse też miałem wrażenie, że ten tekst oświetla mocniej, jaśniej, precyzyjniej spektakl Jarzyny niż to zrobiono w polskiej prasie. Nie chcę narzekać, ale kiedy czytam recenzje polskich autorów, to jakby spektakle nie były grane, jakby nie były współtworzone przez dźwiękowców, kompozytorów, reżyserów świateł, speców od przestrzeni, choreografów. Nie mówiąc już o coraz częstszych wycieczkach pod adresem widzów, co jest już niewybaczalne. Kiedy oglądam spektakl, a potem czytam, że on jest dla pseudointelektualistów, kucharek, zadowolonych lub niezadowolonych z życia, niewymagających itd., to naprawdę się wściekam. Jakim prawem recenzent robi wycieczkę pod moim adresem, bo poszedłem do teatru? No, dobrze, ale nie o tym, miałem o nowym numerze &#8222;New Yorkera&#8221; i do niego wracam.</p>
<p style="text-align: justify;">Cieszy, że Polacy nareszcie są ważnymi obywatelami świata, że polscy artyści mogą stanowić punkt odniesienia. Naprawdę cieszą mnie zaproszenia na &#8222;Uroczystość&#8221; Jarzyny, tak jak cieszy na przykład repertuar Metropolitan Opera, i &#8222;New Yorker&#8221; polecający spektakle z udziałem na przykład Piotra Beczały. W tym tygodniu na afiszu MET &#8222;Manon&#8221; z Anną Netrebko i Piotrem Beczałą. Fantastyczne też, że te realizacje możemy oglądać na żywo, w transmisjach do ponad 1200 teatrów na całym świecie. Świat stał się tak bardzo nasz. Tak bardzo swój. Właściwie bez granic. Ale pisać to, to tak właściwie pisać komunały.</p>
<p style="text-align: justify;">
<div id="attachment_1250" class="wp-caption alignleft" style="width: 192px"><a href="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/04/317-Count-Harry-Kessler.jpg"><img class="size-medium wp-image-1250" title="317-Count-Harry-Kessler" src="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/04/317-Count-Harry-Kessler-182x300.jpg" alt="" width="182" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Harry Kessler</p></div>
<p style="text-align: justify;">Skręcę więc od razu w jedną ze ścieżek nowego &#8222;New Yorkera&#8221;, do fantastycznego tekstu &#8222;Dziennik estety&#8221; Alexa Rossa poświęconego grafowi Harry&#8217;emu Kesslerowi. Wiele mówiące zdanie umieszczone pod tytułem: &#8222;Graf Harry Kessler spotkał każdego i widział wszystko&#8221;. Przyznam się, że o Kesslerze nigdy nie czytałem, ale nie mogłem nie przeczytać tekstu, który zaczyna się akapitem, z którego dowiadujemy się, że w 1983 roku  na Majorce pewien pracownik banku otworzył sejf, który ukrywał zamknięte w nim na pięćdziesiąt lat trzy odręczne dzienniki, każdy oprawiony w marokańską skórę. Należały do niemieckiego dyplomaty Harry&#8217;ego Kesslera, żyjącego w latach 1868 &#8211; 1937. To zresztą podwójnie ciekawe, bo w 1971 roku ukazała się jakaś część odnalezionych dzienników Kesslera, jednak wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że to nie są wszystkie. Zdaniem Alexa Rossa Kessler napisał tak naprawdę świadectwo końca wieku. Bo kogóż nie znał. Jadał kolacje z Rodinem, przyjaźnił się z siostrą Nietzschego i pojawił się w jej domu, kiedy zajmowała się chorym na demencję bratem. Kiedy Nietzsche zmarł to właśnie Kesslera poprosiła o pomoc w pochówku. Już nie mówiąc o tym, że to Kessler zamknął oczy zmarłego filozofa. Kessler znał Verlaine&#8217;a, odwiedzał studio Moneta w Giverny, chodził na kolacje z Degas, pożyczał pieniądze Rilkemu, inspirował Straussa i Hoffmannsthala, przyjaźnił się z Diagilewem, Niżyńskim, Cocteau. Znał Sarah Bernhardt i Josephine Baker. Właściwie znał wszystkich, był kronikarzem swojego czasu, jak pisze Alex Ross miał bez wątpienia zacięcie reporterskie. Zostawił po sobie obraz epoki, jakiego nikt inny chyba zostawić nie mógł. Do tego wiódł bujne, bogate życie, był świadkiem i uczestnikiem historii, w 1914 rzecz jasna trafił na front i też oddał w dzienniku atmosferę wojny, w sposób, jakiego mógłby mu pozazdrościć niejeden pisarz. A gdyby jeszcze wspomnieć o niezwykłym spotkaniu z Tomaszem Mannem w 1937 roku niedaleko Zurychu. A jeżeli ktoś widział rzeźbę &#8222;Cyklista&#8221; w Musee d&#8217;Orsay w Paryżu, to przedstawia ona wielką miłość i fascynację Kesslera. Z Mannem łączyło go wiele, choćby jak pisze Alex Ross &#8222;ucieczka z ekscentrycznego nacjonalizmu do ekscentrycznego socjalizmu&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">A gdyby wspomnieć o niezwykłej jego wierze w sztukę, o jego przekonaniu, że należy zrobić wszystko, aby nie stało się za późno na oglądanie &#8222;porannego światła dzieł sztuki&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Nabrałem wielkiej ochoty na lekturę dzienników Kesslera, tych wcześniejszych i tych późniejszych. Chciałem sprawdzić, czy były opublikowane w Polsce. Nagle trafiłem w sieci na biogram Kesslera, który ma też swój polski kontekst, oto był odpowiedzialny za kontakty władz niemieckich z Józefem Piłsudskim w czasie jego internowania w Magdeburgu, a po odzyskaniu przez Polskę niepodległości został pierwszym akredytowanym w Warszawie dyplomatą. Więc  jest szansa, że te dzienniki odmalowują też ówczesny pejzaż Warszawy. Mam teraz jeszcze większy apetyt na te dzienniki. Zajrzałem do katalogu Biblioteki Narodowej i nie wynika z niej jakoby dzienniki Kesslera ukazały się w Polsce. Zresztą dostępne jest tylko angielskie i niemieckie wydanie tych wcześniejszych, sprzed odkrycia w banku na Majorce.</p>
<p style="text-align: justify;">Dlatego namawiam Wydawców, aby nie przegapili dzienników Kesslera, które bez wątpienia cieszyłyby się w Polsce zainteresowaniem.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>EWA LIPSKA</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>POEZJA</strong></p>
<p style="text-align: justify;">Droga pani Schubert, dobrze, że jest jeszcze</p>
<p style="text-align: justify;">taki kraj, który jest wszędzie i nazywa się Poezja.</p>
<p style="text-align: justify;">(z tomu &#8222;Droga pani Schubert&#8230;&#8221;, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012)</p>
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://remigiusz-grzela.pl/?feed=rss2&#038;p=1249</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>na plaży w Afryce &#8211; relacja ze spotkania z Bogusławem Lindą</title>
		<link>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1243</link>
		<comments>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1243#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Apr 2012 11:35:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Remek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Teatr]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://remigiusz-grzela.pl/?p=1243</guid>
		<description><![CDATA[Bogusław Linda o sobie: z dystansem do sukcesu dow 2012-04-23, ostatnia aktualizacja 2012-04-23 21:57:10.0 Nowa wielka rola filmowa? &#8211; Wolałbym opalać się na plaży gdzieś w Afryce &#8211; wyznał Bogusław Linda. Ale trudno w to uwierzyć. &#8222;Taki aktor &#8211; on &#8230; <a href="http://remigiusz-grzela.pl/?p=1243">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div>
<h1 style="text-align: justify;">Bogusław Linda o sobie: z dystansem do sukcesu</h1>
<p><a href="http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/www.gazeta.pl"><img src="http://warszawa.gazeta.pl/img/logod.gif" alt="..." /></a></p>
</div>
<p>dow 2012-04-23, ostatnia aktualizacja 2012-04-23 21:57:10.0</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/04/linda.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1244" title="linda" src="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/04/linda-300x218.jpg" alt="" width="300" height="218" /></a>Nowa wielka rola filmowa? &#8211; Wolałbym opalać się na  plaży gdzieś w Afryce &#8211; wyznał Bogusław Linda. Ale trudno w to uwierzyć.  &#8222;Taki aktor &#8211; on powinien teraz dostać swoją życiową rolę!&#8221; &#8211; szeptano w  kuluarach.</p>
<div style="text-align: justify;"><a href="http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34861,11599996,Boguslaw_Linda_o_sobie__z_dystansem_do_sukcesu.html">Tu też dźwięk ze spotkania</a></p>
</div>
<p style="text-align: justify;">Gościem spotkania, które odbyło się w poniedziałek w naszej  redakcyjnej klubokawiarni w cyklu &#8222;Film, muzyka, teatr w Gazeta Cafe&#8221;,  był Bogusław Linda. Skromny, uroczy, mistrz anegdoty. Opowiadał np. o  tym, jak znalazł się w areszcie w Atenach, bo urządził próbę dla aktorów  w czasie sjesty. Jak na jego &#8222;Przedstawienie pożegnalne&#8221;, które w  połowie lat 80 reżyserował w Teatrze Studio przyjechali Isaura i  Leoncio. Zaimponował w ten sposób całej obsłudze technicznej w teatrze. I  o filmach, w których grał w czasach PRL-u, a które po kolei trafiały  &#8222;na półkę&#8221;. &#8211; W pewnym momencie byłem najważniejszym &#8222;półkownikiem&#8221; w tym  kraju. Inna sprawa, że ten, kto tak naprawdę chciał zobaczyć te  wszystkie tytuły, to je zobaczył. Mnie zaś ta sytuacja nauczyła dystansu  do siebie i dystansu do sukcesu.</p>
<p style="text-align: justify;">Ale przede wszystkim opowiadał o teatrze. W sobotę w Teatrze  Ateneum odbyła się premiera sztuki &#8222;Merylin Mongoł&#8221; Nikołaja Kolady w  jego reżyserii. Od teatru zaczynał. Zaraz po studiach w krakowskiej PWST  grał w Starym Teatrze w Krakowie, Polskim we Wrocławiu, potem Studio w  Warszawie. Ale od 20 lat nie wychodził na scenę. &#8211; Nie nadaję się do  występowania w teatrze, za bardzo się wstydzę, za dużo zdrowia by mnie  to kosztowało &#8211; tłumaczył.</p>
<p style="text-align: justify;">Wrócił do teatru jako reżyser. I praca ta dała mu ogromną  satysfakcję. Ale na wszelki wypadek nie czytał recenzji ze swojego  spektaklu. Nie miał odwagi. &#8211; Były bardzo dobre &#8211; uspokoił go prowadzący  Remigiusz Grzela.</p>
<p style="text-align: justify;">(za dzisiejszą Gazetą Stołeczną).</p>
<p style="text-align: justify;">Foto Stefan Romanik/Agencja Gazeta</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://remigiusz-grzela.pl/?feed=rss2&#038;p=1243</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>zawsze niebo</title>
		<link>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1235</link>
		<comments>http://remigiusz-grzela.pl/?p=1235#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 22 Apr 2012 15:45:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Remek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Film]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Teatr]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://remigiusz-grzela.pl/?p=1235</guid>
		<description><![CDATA[Mógłbym napisać, że nie wychodzę z teatru, bo rzeczywiście prawie codziennie coś oglądam. We czwartek w Videoteatrze Poza Jolanty Lothe i Piotra Lachmanna, w Pałacyku Szustra przy ul. Morskie Oko obejrzałem spektakl dedykowany jednemu z moich ulubionych poetów, Tadeuszowi Różewiczowi. &#8230; <a href="http://remigiusz-grzela.pl/?p=1235">Czytaj dalej <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Mógłbym napisać, że nie wychodzę z teatru, bo rzeczywiście prawie codziennie coś oglądam. We czwartek w Videoteatrze Poza Jolanty Lothe i Piotra Lachmanna, w Pałacyku Szustra przy ul. Morskie Oko obejrzałem spektakl dedykowany jednemu z moich ulubionych poetów, Tadeuszowi Różewiczowi. Że lubię Videoteatr Poza pisałem kilkakrotnie, od lat śledzę kolejne premiery. Tym razem na ekranie Tadeusz Różewicz, chyba jakiego nie znamy, a na scenie Jolanta Lothe i Jarosław Boberek we fragmentach tekstów Różewicza i Helmuta Kajzara. Różewicz goli się. Ale na innym ekranie ogląda siebie golącego się (siedzi na maleńkiej widowni Videoteatru, czyli tam, gdzie my) i mówi, że w końcu jest aktorem i że to mu się podoba, że nie ma słów, tylko że jest akcja. Ewentualnie, żeby podłożyć muzykę. W innej scenie mówi o zdewaluowaniu wartości dzisiaj, o tym, że aktor wziął na siebie rolę wypowiadania niewyobrażalnych bzdur na każdy temat. Nie może się nadziwić, co aktorzy plotą w telewizji i wywiadach. W innej scenie mówi, że jedynie pustka się wścieka. Pełnia nie wścieka się nigdy. Pustka się wścieka, bo nie ma innej możliwości, żeby zaistnieć. W innej scenie z rozkoszą otwiera puszkę z piwem i mówi: w żadnej telewizji, by tego nie puścili. Różewicz &#8211; dramaturg, poeta (w filmie czyta swoje wiersze), filozof, figlarny chłopak. I chociaż film wykorzystany w spektaklu nagrano przed laty, brzmi mocno, aktualnie, świeżo, ożywczo &#8211; może dlatego, że już właściwie nie ma autorytetów, które zabierałyby głos w sprawie ocalenia jasności, jaka bije od człowieka i rozświetla społeczeństwo zapalając je do nieustannego rozwoju, jaka pobudza do myślenia, jaka każe zatrzymać się nad sobą i nad tym, co naprawdę istotne, która w każdym fragmencie pozwoli dostrzec całość.</p>
<p style="text-align: justify;">Skończyłem właśnie czytać, po raz drugi, najnowszą powieść Anny Boleckiej &#8222;Cadyk i dziewczyna&#8221; (wyd. Czarna Owca, 2012), bliską istocie tego spektaklu. Obserwujemy świat, który za moment pochłonięty zostanie przez wojnę. Ale jeszcze trwa &#8211; jest sanatorium w Otwocku, jest poszukująca sensu Pola Rubin, która odnajduje w Otwocku swoją miłość, niemieckiego Żyda, Steina, czytającego z dłoni. Przygląda się młodej żydowskiej dziewczynie, Muszce, córce znanego rabina, którego w absolutnie sensacyjnych okolicznościach Niemcy wywiozą z warszawskiego getta, najpierw na Wschód, by móc ostatecznie uratować go, przecież nie bezinteresownie, z Zagłady i wysłać do Ameryki. Jest historia księgozbioru rabina, który także trzeba ocalić. Jest wreszcie rebe Rachmiel, który wydaje się być prawdziwym światłem. Jest to historia przetrwania &#8211; w czasie wojny &#8211; i historia przetrwania w sobie.</p>
<p style="text-align: justify;">&#8222;Pomyślała, że teraz trzeba się uczyć od zwierząt i roślin strategii przetrwania. One żyją chwilą, która trwa. To, co będzie, nie istnieje. Liczy się tylko ta chwila. Więc czemu by nie dać sobie choć kilku dni szczęścia, bez zastanawiania się, rozważań lęku?&#8221;</p>
<p style="text-align: justify;">I Pola postanawia takie chwile sobie i Steinowi dać. Ocalić to, co jeszcze można ocalić. O takich chwilach pisał Marek Edelman w swojej wielkiej przypowieści &#8222;I była miłość w getcie&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Powieść Boleckiej ukazuje świat sprzed Upadku. Mówi Stein: &#8222;Trzeba znaleźć ten punkt równowagi, kiedy wszystkie elementy się dopełniają.</p>
<p style="text-align: justify;">- Ale jak tego dokonać? &#8211; spytała. &#8211; Skoro upadliśmy i upadamy wciąż. Jak przypomnieć sobie całe piękno tamtego świata?&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">W innym miejscu: &#8222;Podeszła do okna, uchyliła firankę i patrzyła w okna domu naprzeciwko. Widok, który zwykle ją przygnębiał, teraz wydał jej się w blasku letniego dnia prawie radosny. Tak, życie to potężna siła i niełatwo daje się zdławić, stwierdziła(&#8230;) To zabawne, że ludzie nie wstydzą się kłamać, obgadywać bliźnich, kłócić się, a ukrywają dobro, które jest w nich&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">I w innym miejscu: &#8222;W sobie samych trzeba szukać źródeł zła i chronić tę odrobinę dobra, która w nas jest. Dobro należy wydobyć na powierzchnię i uprawiać jak żyzną glebę&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">I w innym miejscu: &#8222;Od zawsze było we mnie coś prawdziwego, coś dobrego, ale żyłam obok tego. Wstyd mi, że dopiero nasze gęste od prawdziwego cierpienia istnienie nauczyło mnie najprostszych prawd&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie jest daleka Różewiczowi ta mądra i głęboka powieść. I Bolecka i Różewicz nie tylko podejmują te same tematy, ale czerpią też wodę z podobnych źródeł. Choćby z Franza Kafki (już właściwie symboliczne wydaje się, że Bolecka była redaktorką &#8222;Pułapki&#8221; Tadeusza Różewicza). Jedną z najważniejszych książek Anny Boleckiej jest &#8222;Kochany Franz&#8221;. Wciąż czerpie z tego krystalicznego źródła. Kiedy czytałem rozważania Poli, czy w tym przerażającym czasie wojny urodzić dziecko, właściwie jakbym słyszał Kafkę, który nigdy nie chciał zostać ojcem.</p>
<p style="text-align: justify;">&#8222;Myśl, że naraziłaby tę bezbronną istotę na cierpienia, nie dawała jej spokoju. Nieomal widziała, jak ludzie o kamiennych twarzach tratują maleńkie ciało swoimi ciężkimi buciorami. Skąd wziął się ten obraz, nie wiedziała, ale pojawiał się uparcie i nie dawał się odpędzić&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">Zresztą mam poczucie, że kolejne powieści Boleckiej są kolejnymi rozdziałami do tego, co rozpoczęła swoją powieścią &#8222;Biały kamień&#8221;. A może nawet wcześniejszą, dziecięcą &#8222;Leć do nieba&#8221;.<br />
Nagle &#8222;Cadyk i dziewczyna&#8221; podejmuje różewiczowski temat &#8222;zawsze fragmentu&#8221; i potrzeby dostrzeżenia całości: &#8222;Rozproszone fragmenty zaczęły powracać na swoje miejsce, a ona zrozumiała, że całość zawsze istniała, tylko ludzie wokół utracili zdolność widzenia jej. Jakby potracili wzrok, słuch i smak&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">No i właśnie o tym również mówił Tadeusz Różewicz w spektaklu Jolanty Lothe i Piotra Lachmanna. By szukać, by widzieć, by ratować. By rodzić. Znakomita Jolanta Lothe we fragmentach ze &#8222;Stara kobieta wysiaduje&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">&#8222;Jeśli nawet pozostanie nam tylko jedna ciasna uliczka, którą popędzą nas gdzieś w niewiadomym kierunku, to przecież nad nią jest całe niebo&#8221; &#8211; powiedziała Pola, której postać powstała z inspiracji biografią Etty Hillesum, której Bolecka zadedykowała swoją książkę.</p>
<p style="text-align: justify;">Zawsze, kiedy opuszczam powieść Boleckiej, jestem trochę smutny, że nie będzie mi dane ratować się w niej od nowa. Czasem wracam. Tak jak w przypadku &#8222;Cadyka i dziewczyny&#8221;, którą to powieść czytałem jeszcze w maszynopisie. I jeszcze parę zdań wypisanych z książki, żeby ich nie uronić, bo ważne:</p>
<p style="text-align: justify;">&#8222;Tylko święci wyrywają zło z korzeniami. Zwykli ludzie potrafią zaledwie przenosić je z miejsca na miejsce&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">&#8222;Nie można być wciąż polem walki. Czasem warto opuścić umysł i zanurzyć się w ciele, a potem porzucić ciało i pozwolić mu cierpieć bez naszego udziału&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/04/franz_kafka.jpg"><img class="alignleft size-medium wp-image-1236" title="franz_kafka" src="http://remigiusz-grzela.pl/wp-content/uploads/2012/04/franz_kafka-300x212.jpg" alt="" width="300" height="212" /></a>Uwielbiam jeszcze fragment dotyczący odnalezienia ksiąg rebego. Czy tak nie mógłby wyglądać moment odnalezienia rękopisów Kafki, które w sporej części przepadły w archiwach gestapo, skonfiskowane z mieszkania Dory Diamant?</p>
<p style="text-align: justify;">Tadeusz Różewicz uśmiecha się. Pola uśmiecha się. Tak uśmiechała się Milena Jesenska, kiedy wystawiała twarz do słońca, nawet w terrorze Ravensbruck. Uśmiech tych, którzy potrafią ocalać. W sobie, w nas, w książkach. Zobaczyć więcej. Całość. To wydaje się możliwe.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie o czym innym jest zanurzony w beznadziei tekst Nikolaja Kolady &#8222;Merylin Mongoł&#8221;, którego premiera w reżyserii Bogusława Lindy odbyła się wczoraj w Teatrze Ateneum. Widziałem piątkową próbę generalną. Mocny, dający do myślenia tekst, świetny spektakl i znakomite aktorstwo. Agata Kulesza stworzyła chyba jedną z istotniejszych postaci kobiecych w teatrze, jakie ostatnio widziałem. Uderza po głowie. I nie wychodzi z niej. Myślę o jej roli od piątku, a to coś znaczy.</p>
<p style="text-align: justify;">Jutro, w warszawskiej redakcji Gazety Wyborczej, o 19.00 będę prowadził rozmowę z Bogusławem Lindą, zapewne nie tylko o tym spektaklu. Zapraszam. To już trwający od pięciu lat cykl &#8222;Teatr, muzyka, kino w Gazeta Cafe&#8221;.</p>
<p style="text-align: justify;">
<p style="text-align: justify;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://remigiusz-grzela.pl/?feed=rss2&#038;p=1235</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

